Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 marca 2012

Podobno dzieckiem nie można się popisać...

Wracamy do domu. Na klatce schodowej spotykamy panią sprzątającą / dozorczynię. Młody na moje "co się mówi" burczy pod nosem "dzień dobry". Zamieniam z panią kilka słów. Wreszcie rozchodzimy się. Przypominam Młodemu, że trzeba powiedzieć "do widzenia", na co Młody z przesłodkim uśmiechem: 

- To do bidzenia ... psińdź jutlo popontaj!

Chciałam zapaść się pod ziemię ale mruknęłam tylko, "tak się nie mówi" i wepchnęłam Młodego do mieszkania. A w domu - 100 pytań do: A dlaczego? A jak się mówi?...
Ostatnio przerabiamy właśnie etap zadawania pytań. Czekałam na to, bo wydawało mi się ekscytujące - obserwować jak młody człowiek interesuje się światem i jednocześnie traktuje rodzica jak źródło wszelkiej wiedzy. Doczekałam się...

5:00 rano (dla mnie w nocy): Po co jest mgła?

No proszę, kto wie?! Nie "dlaczego", nie "skąd się bierze" tylko właśnie "po co"?

niedziela, 19 lutego 2012

Stoicki spokój? - chciałabym

Marzy mi się, być mamą cierpliwą, mamą mądrą, mamą dobrą, mamą autorytetem... Nie da się!! Do niedawna było jeszcze łatwo. Co włożyłam do woreczka, to z niego wyciągałam. Ale od kiedy potomek zaczął uspołeczniać się w przedszkolu...ehh. Można się starać, a dzieciuch ciągle wystawia na próbę. Trzeba być czujnym.  Co jakiś czas Młody przynosi jakieś "kwiatki". A ja, no cóż nie zawsze się uda. Czasem palnę jakąś głupotę, potem żałuję. A dziecię, myśli, analizuje, wykorzystuje.

1. Coś poszło nie pomyśli młodego (już nie pamiętam dokładnie, pewnie chodziło o jedzenie - najczęstsze źródło konfliktów). Młody zaczął machać nogą, jakby chciał kopnąć, jednocześnie trzymał bezpieczną odległość (czyli mały Drań wie, że nie wolno)

- Szymon, jeszcze raz tak zrobisz i Ci tą nogę utnę. (wykopałam pod sobą dół)
- (konsternacja) I...nie będę miał?
- Mhm (brnę w ślepy zaułek)
- I założysz mi spódnicę!? (No ma dzieciak rację, spodnie są bez sensu...)

2. Niedziela, wybrzydzanie przy śniadaniu, mamy czas - nie ustąpimy. Tym razem ja umywam ręce, niech Tatuś walczy. Słyszę prośby, groźby, nerwy. Młody rzuca kanapką. Tatuś nie wytrzymuje, stawia Młodego do kąta. Młody po chwili:

- Ja już będę jadł.

Mija kolejne pół godziny. Ostatni kawałek kanapki wreszcie znika w buzi. Młody, wyraźnie z siebie dumny:

- Widzisz Tatuś ja zjadłem wszystko, to dla Ciebie!

Ręce opadają, Tatuś nic nie mówi.  Po chwili Młody podaje tatusiowi Kicusia.

- Masz przytul się. No przytul się!
- Tatuś jest smutny, że mu dajesz Kicusia? - pytam
- No był trochę, jak rzuciłem kanapką.

3. Wracamy ze spaceru, Dziadek A. niesie Młodego "na barana". Młody niechcący plunął dziadkowi na czapkę. Ale po chwili (już świadomie) robi to jeszcze raz. Zwracam mu uwagę. A Dziadek:

- Szymon! Zobaczysz, zrzucę cię i wpadniesz do kałuży! 
- I zostawisz mnie tu?
- Zostawię.
- To będę musiał iść sam? 
- No tak!
- (widać, że Młody analizuje...)To przepraszam już tak nie robię. (Nie opłacało mu się!)



środa, 15 lutego 2012

A jednak...

...nas też to dotyczy.
Do dziś byłam przekonana, że mój starszy synek jest taaaki wyjątkowy bo przyjął pojawienie się braciszka z dużą dojrzałością, wyrozumiałością i miłością. A ta wyjątkowość jest wynikiem mądrego i przemyślanego postępowania mojej osoby, rzecz jasna. Bo przecież całe dziewięć miesięcy myślałam i zaplanowałam wszystko.  Dodatkowo ten wspaniały synek utrzymywał matkę w tym błędnym przekonaniu równe sześć tygodni. A pycha rosła i rosła i nadymała aż do dziś. - PING PONG PĘKŁ (czyt. peng). Bo oto dziś do łóżeczka Jasia, niczym pocisk, wpadło pudełeczko Sudocremu. A w łóżeczku Jaś akurat był....

- Co robisz, przecież mogłeś trafić Jasia!
- Bo ja tego dzidziusia nie lubię. Trzeba go włożyć do brzucha.

Tego mój plan nie zakładał, co robić?
Opcja 1 - Puścić mimo uszu. - Nieeee, to stanowczo nie pedagogiczne...
Opcja 2 - Wyperswadować Młodemu głupie pomysły. -Jasne!!! On "zrozumie", a ja przy tym zaryzykuję, zaostrzenie "konfliktu". Dodatkowo obniżę poczucie wartości Młodego. Młody w najlepszym razie obrazi się a w najgorszym będzie mu "bardzo chmutno". Ja będę miała wyrzuty sumienia. Czyli po prostu zepsuty wieczór.
Opcja 3 - Rozładować napięcie i wytłumaczyć "na spokojnie". I tak też zrobiłam. Czyli krzyknełam: "Ja Ciebie zaraz wsadzę do brzucha, dawać Szymona". I zaczęło się ganianie, uciekanie, łaskotanie, smiechy, chichy. Na koniec Młody sam doszedł do wniosku, że On Dzidziusia już lubi i nawet dał mu na chwilę Kicusia. A to już jest wieelką nobilitacją. Dalsze przepraszanie musiałam przerwać bo szło w nie właściwą stronę. Ze skrajności w skrajność.
Podsumowująć: Z Szymka jest całkiem normalny trzylatek, a ze mnie całkiem normalna mama.

środa, 30 listopada 2011

Kicuś


 Proces wychowawczy jest zjawiskiem wzajemnym. Bo czasami dziecko ma więcej rozumu niż jego rodzice. Przykład mieliśmy wczoraj, w Dniu Pluszowego Misia. Z tej okazji dzieci miały przynieść do przedszkola swoje misie. Już dzień wcześniej wieczorem my – dorośli postawiliśmy Młodego przed koniecznością wyboru odpowiedniego pluszaka. Młody z klejącymi się oczami zadecydował krótko: „Do przedszkola pójdzie Kicuś”.
Jak to Kicuś?! Przecież Kicuś nie jest misiem tylko zajączkiem, w dodatku dość sfatygowanym!
Wspólnie więc (tak nam się wtedy wydawało) wybraliśmy białego polarnego niedźwiadka jako przedstawiciela licznej gromady domowych misiów.
A rano:
Ja: Szymonku pamiętaj o misiu. Dziś idzie z Tobą do przedszkola.
Młody:  Misiu nie idzie, idzie Kicuś.
Ja: Ale dzisiaj jest dzień Misia.
Młody: Kicuś idzie do kekola.
Ja: To może pójdą razem i misiu i Kicuś?
Młody: Misiu NIEE IDZIEE, TYLKO KICUUUŚ!!!

No dobra, rano nie ma czasu na kłótnie. Chłopaki poszli: Młody z Kicusiem, Tatuś z misiem. Tylko, że w przedszkolu Młody wpakował misia do szafki a na salę dumnie wparował z zajączkiem. I to właśnie Kicuś uczestniczył we wszystkich zabawach, odtańczył misiowy taniec…

Morał: Prawdziwych przyjaciół trzeba doceniać, być z nich dumnym, chwalić się nimi niezależnie od tego, co sądzą inni.

Bo kto ociera łzy Młodego? – Kicuś (uszami)
Kto jeszcze przed mamą odpędza nocne koszmary? – Kicuś
Kto podróżuje z Młodym nawet tam gdzie rodzice nie chcą? – Kicuś
Kto wyciera gile z nosa? – Kicuś (uszami)
Kto był najlepszym gryzakiem gdy wychodziły ząbki? – Kicuś
Czym Młody leczył stan zapalny własnego ucha? – uchem Kicusia
To Kicuś pomógł uporać się z odparzeniami po „grypie jelitowej” (oszczędzę Wam szczegółów)!!!
I po tym wszystkim do przedszkola miał iść miś?!

Kicuś to naprawdę twardy gość. Jego skłonność do poświęceń sprawia, że czas Go nie oszczędza. Ciągle ciągany, skubany, prany, śliniony, znowu prany a ostatnio także zszywany i cerowany…
Chyba zasłużył sobie na taniec na Jego cześć!!

Rodzice wstydźcie się!!

A to właśnie przyjaciele (jakieś 1,5 roku temu)

I jeszcze jedno - z przedszkola, dzięki p. Marcie 
"Bo każdy chłopiec powinien mieć misia" albo Kicusia