Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Kreatywność na macierzyńskim

Że niby na macierzyńskim to tylko pieluchy i pieluchy? A mi za każdym razem, jak się wybiorę na dłuższy spacerek z Jankiem, zaświta jakiś pomysł ...

Od początku ciąży troszkę podczytywałam jedno forum ciążowe. Potem się na nim troszkę udzielałam. Potem zawarte znajomości przeniosły się na FB. Z tych znajomości utworzyłam grupę zamkniętą, żeby móc swobodnie rozmawiać o bardziej wstydliwych zagadnieniach macierzyństwa. Grupa ta z czasem stała się dla nas (członkiń) nieograniczonym źródłem pomysłów, jak sobie radzić z tym, czy z tamtym. W ostatni wtorek (oczywiście na spacerze) wpadłam na pomysł, żeby założyć bloga, który by sprawił, że te nasze przemyślenia ujrzą światło dzienne. Dziewczyny pomysł zaakceptowały i tak powstał i będzie nadal powstawał ten oto....(dumna jestem, żę hoho)

...zresztą sami zobaczcie

środa, 14 marca 2012

Ideały

Czy tego chcę czy nie, znowu sieję obraz macierzyństwa jako stanu cudownego, błogiego. Ehh...zazdrośćcie mi!!
Wybrałam się na obronę doktoratu mojej M. Jako, że ostatnio pełnię głównie funkcję stołówki, wybrałam się tam z Jaśkiem. Przed wejściem usłyszałam z kilku par ust "Ojej,  co będzie jak..." No co będzie? - uciekniemy. Siedliśmy sobie na samym końcu, żeby nasza ewakuacja w jak najmniejszym stopniu zakłóciła ważne wydarzenie. Byle wytrzymał prezentację, recenzje możemy sobie podarować.... A co zrobił Jaś? - Jaś zasnął. I spał. I przespał nie tylko prezentację ale też wystąpienia obu recenzentów, publiczną dyskusję, oczekiwanie na wyniki i ogłoszenie wyników. Gdy rozległy się brawa, otworzył oczy, chyba tylko po to by móc złożyć gratulacje. Potem, dzięki uprzejmości pań z dziekanatu, zjadł w spokoju i znów zasnął.
Co usłyszałam oprócz tradycyjnego "ale słodki", "jaki grzeczny" i "ciu ciu ciu"? Że mam nienormalne dziecko!

Dziękuję Wam! Na prawdę!  Bo każdej mamie jest przyjemnie słyszeć że ma super dziecko, pomimo tego, że i Wy i ja wiemy, że Jaś to zrobił na pokaz.


Idealny Jaś

Oczywiście coś za coś. "Pospałem w dzień, wieczorkiem się pobawimy". Trafiło na Tatusia bo ja wyszłam świętować ów doktorat. Gdy wróciłam o północy, chłopcy jeszcze rozmawiali. "ooou" i "eeeu". 

***

A co robi idealny mąż, gdy żona prezentuje się w nowej sukience w kolorze kakao? Idealny mąż cmoka z zachwytem i mówi. "Powinnaś sobie kupić taką drugą, w kolorze czerwonym."

Idealny Tatuś z idealnym Szymonkiem

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Wyż znad Syberii

Bywają też dni kiedy jest tak dobrze, że boję się do tego przyznać.
Dziś Synuś Starszy wstał bez większych protestów, poprzytulał się i nawet zjadł kaszę!! No zjadł to może za duże słowo, ale dał się nią nakarmić. Już słyszę: "taki duży chłopiec a nie je sam...". W sumie mógłby zjeść śniadanie w poniedziałek rano sam, tylko że musiałabym albo Go zbudzić godzinę wcześniej (i siebie też) a sobie i tatusiowi zaparzyć meliskę albo głodzić Go przez sobotę i niedzielę.
Tak czy owak kasza została zjedzona, chłopcy wyszli do przedszkola i pracy.
A My (ja i Synuś Młodszy) - do łóżeczka, tak na godzinkę. Potem "czynności zwyczajne" - śniadanko, ubieranie, przewijanie, znów jedzenie, kawka (zbożowa)... wszystko w tempie "jak nie teraz to za pół godziny". 
I spacer... w towarzystwie  wyżu znad Syberii . Złapaliśmy sporą dawkę optymizmu, nieco mniejszą witaminy D i jeszcze wymroziliśmy bakcyle. Zrobiliśmy małe zakupy i wzięliśmy się za gotowanie obiadu. Jaś zażądał lekcji gotowania. A co? Przecież nie będzie leżał sam!
W końcu wypracowaliśmy pewien kompromis: Maluch nie czuł się samotny a ja miałam wolne ręce.

niedziela, 15 stycznia 2012

Baby blues

 No to się Matka pochorowała na dobre- zaległa, jeść nie chciała. Czterodniową huśtawkę 40-38-40-38 itd. zatrzymał wreszcie solidny antybiotyk. Pierwsza dawka została pożarta wraz z substancją pochłaniającą wilgoć. A już Tatuś usłyszał: co za idiota tak zapakował probiotyk, że trzeba użyć ostrych nożyczek!!!. Dopiero jak gorączka spadła to do Matki dotarło, że „ten idiota” właśnie zabezpieczył ową substancję przed takimi desperatami jak Matka. Zagryzła więc wargi, i tak już nieźle popękane, i grzecznie przyjęła probiotyk, w kapsułkach był, a jakże.
Malutkiemu cała ta sytuacja najwyraźniej odpowiadała. Zapałał jeszcze większą miłością do tej wyjątkowo ciepłej kobiety i przytulał się ile mógł. Trochę pocycał, trochę pospał. A że potówki na uszku od tej miłości?? Oj tam, oj tam!!
No ale za pięknie też nie może być! Antybiotyk zaczął działać, niby dziecku nie zaszkodzi, a Maluszka brzuszek rozbolał i boli nadal. Czy od leku, czy od mleka +40oC? Nie wiadomo.
Matka wreszcie wstała, otrzepała się i od razu rozpoczęła tańce z synkiem na rękach. Tatuś groził, prosił, ale Ona wie lepiej…

A hormony szaleją….matka beczy:
- bo nie ma siły a mieć powinna za dwóch
- bo Starszy braciszek spędza jedną noc na służbie u dziadków, gdzie obiera jajka na sałatkę (są dowody wysłane MMS-em) i jeszcze mówi przez telefon „Obejam jaja na sałatę dla Ciebie, wieś o tym?”
- bo pieczywo chrupkie z szynką, krupnik mamy i jabłko smakują tak samo (gdzie się podzieły kubki smakowe?!)
- bo w jedną noc przepociła wszystkie koszulki do karmienia, no i w czym ma spac?
- bo Tatuś został odesłany na czas gorączki na kanapę
- bo objechała teściów za glutaminian sodu i ma wyrzuty sumienia, a Oni zamiast się obrazić przynoszą łososia i warzywa – wszystko duszone na parze (pycha)
- bo Młody znów nie chce jeść a ona nie chce tych 10 min, może jedynych tego dnia, poświęcić na krzyk (niech nie je chyba się nie zagłodzi…)

Ehhh babo, chciałaś to masz…