Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Łikend łikend :))

Udało się :) Pierwszy wyjazd z Jasiem zaliczony! Praga została zdobyta po raz kolejny, ale pierwszy raz w towarzystwie potomstwa. Było zaskakująco dobrze, cudnie, fantastycznie i ...(w tym miejscu można sobie dodać jeszcze kilka innych pozytywnych epitetów). Towarzystwo - ulubione, pogoda - w sam raz.
Zwiedza się...hmm...inaczej: dłużej, wolniej, jedząc zupy i eksplorując place zabaw. Pierwszy raz korzystaliśmy ze środków transportu, bo po pierwsze trzyletnie nóżki nie dałyby rady, a po drugie mamusiowe i tatusiowe ręce i karki też mają swoją wytrzymałość. Praga jest piękna - to wiadomo, niestety nie jest najprzyjemniejszym miastem dla rodziców wożących swoje maluchy w wózkach. Coś za coś - są zabytki, jest i kostka brukowa, krawężniki itd, itp.
Wózek i kostka brukowa....ehh...no cóż....i tak warto
A jak sobie poradziliśmy ze zwiedzaniem w towarzystwie naszych pociech? Wariantów jest kilka, w zależności od stopnia zmęczenia:

sobota, 24 marca 2012

Rowerowo

Można poczuć wiosnę w mieście? Oczywiście! 

Od lewej: ja, Jaś (w wózku), babcia J., Tatuś, Szymonek 
Jasia pożyczyliśmy na 2 godzinki dziadkom a sami....

Właściwie, to zależało nam, żeby upiec kilka pieczeni na jednym ogniu.
1. Poczuć i zobaczyć wiosnę
2. Sprawdzić, czy mięśnie i stawy są tam, gdzie je zostawiliśmy jesienią.
3. Sprawić, by cała nasza (moja i Tatusia) uwaga skupiła się na Młodym. Chcieliśmy by choć przez chwilkę znów był jedynakiem.
4. Rozpocząć poszukiwania pierwszego "dorosłego" rowerka dla Młodego.

Pierwsze trzy punkty zrealizowane zostały w 100%, czwarty właściwie też, bo poszukiwania rozpoczęliśmy, choć rowerka nie kupiliśmy. Był nawet taki jeden, który spełniał wszystkie Tatusiowe wymagania. Niestety nie spełnił jedynego warunku postawionego przez Szymka - nie był NIEBIESKI!!!!




sobota, 25 lutego 2012

Nowy terminal

Dzisiaj mamy tylko jedno dziecko. Drugie z samego rana zabrali dziadkowie i zostawią je sobie jeszcze na noc. Jakie to dziwne - nas dwoje i niemowlę. Tyyyle czaaasu! Chyba nawet zdążyliśmy się już wynudzić! Skoro przy jednym dziecku jest tyle czasu to jak żyliśmy gdy nie mieliśmy ich wcale?! Ile rzeczy można było zrobić...Czy marnowaliśmy czas? Sama nie wiem.

*** 

Tatuś zabrał nas (mnie i Jasia) na małą wycieczkę. Dziś nowy terminal na wrocławskim lotnisku miał "drzwi  otwarte". Nie mogliśmy tego przegapić! Myk do auta, a potem Jaśka w chustę i zwiedzamy. W ten sposób zaliczyliśmy nasze pierwsze "zwiedzanie" od pojawienia się Jasia na świecie. Co za radość dla mamuśki - wyjść z domu i zobaczyć tyle ludzi!!! Nie myślcie sobie, że Szymona coś ominęło! Dziadek A. by do tego nie dopuścił! Zwiedzili terminal dwie godziny przed nami. A potem "musieli" jeszcze odwiedzić lokomotywownię na Brochowie. 
A terminal? - Piękny!!! Na prawdę.
Potem, już wracając słuchaliśmy relacji w Radiu Wrocław. Ludzie się zachwycali, nawet osoby niepełnosprawne komentowały, że są pozytywnie zaskoczone. Tylko jedna pani zwróciła uwagę, że nie ma ustronnego miejsca dla mam karmiących piersią (słuszna uwaga). Na co pan, chyba rzecznik, odpowiedział, że po to właśnie są "drzwi otwarte" żeby każdy mógł się wypowiedzieć i że jeszcze jest czas i miejsce na zrealizowanie niektórych sugestii. Hmm, ciekawe...poczekamy, zobaczymy. Mnie się wszystko bardzo podobało. Projekt i realizacja na piątkę. Ocenę zweryfikuję jak już go wypróbujemy, a nie tylko obejrzymy.



czwartek, 12 stycznia 2012

Świadome rodzicielstwo cz.2


Ja:
Pięć dni energii, radości, sił a może adrenaliny i endrfin. Szósty dzień zjazd: osłabienie, zmęczenie wreszcie dreszcze i gorączka 40oC (no 39,9). O co chodzi? Paracetamol – zimne poty – 38oC  - znowy dreszcze – znowu 40oC – i znowu paracetamol. Ale już wiadomo o co chodzi. O piersi: twarde i obolałe. Właściwie trudno dotknąć. Położyłam się spać z wkładem do lodówki turystycznej pod pachą. Jasiu ratuj!
Dodatkowo niechciana kuracja odchudzająca – 1,5 kg w jedną noc. Tyle, że zakwasy duże.
Jaś:
Anioł, nie dziecko. Je, śpi albo leży i patrzy sobie. Najszczęśliwszy oczywiście na rękach, ale na kanapie albo w łóżeczku też nie jest źle. A jak mama niedomaga to w najgorszych momentach trzeba sobie wydłużyć drzemkę – żeby sobie kobitka odpoczęła. Jak wstanie na nogi to nadrobimy. Pozatym fajna ta mama, taka cieplutka.
Mój mały dżentelmen.
Szymonek:
Kocha braciszka. Przytula, całuje po rączkach i główce. A jak Mały wyda z siebie jakikolwiek dźwięk to Szymon jest pierwszy. Przystawia sobie stołek i zagląda „Nie płacz, mój dzidziusiu”.
Tylko na rodzicach trzeba się trochę wyładować. Szymonkowy sposób polega na nieograniczonym przedłużaniu jedzenia śniadania i kolacji. Nie da się tego opisać. Wszystko jest bardzo ważne, byle nie wziąć kromki chleba do ręki. Mama rwie włosy z głowy, tata traci cierpliwość a Młody nic – wyłączony.
Tatuś:
Jak zwykle – niezastąpiony. Prywatna pielęgniarka, tata i jeszcze chłopiec na posyłki. 

niedziela, 8 stycznia 2012

Zmiany wiszą w powietrzu


Jesteśmy w domku. Wszyscy. Cała Czwórka: Tatuś, Młody, Młodszy, któremu nadaliśmy dostojne imię Jan no i Ja. Młodszy zawitał na świecie 4.01. o godz. 19:00 (wg książeczki zdrowia). Choć Tatuś twierdzi, że o 19:02 (i 17 sekund :)). Tatuś – jak zwykle stanął na wysokości zadania. Zresztą ja chyba też… Jeszcze rano poprawiałam i wysyłałam pierwszą wersję zaległego artykułu.
Czujemy się świetnie, ale w powietrzu wyczuwa się dziwną aurę oczekiwania. Ale na co?
Na zmiany? Na trudności? Na nowe radości?
Nie ma co ukrywać.. chaos jest spory! Musimy to jakoś logistycznie poukładać. Boję się jutrzejszego wychodzenia do przedszkola. O której godzinie powinnam wstać, żebyśmy wszyscy razem zjedli śniadanie? Może lepiej nie kłaść się wcale.

A dziś XX finał WOSP


Nastawionym sceptycznie proponuję wycieczkę na oddział noworodkowy do jakiegokolwiek szpitala.
Konia z rzędem temu kto znajdzie tam jakikolwiek nowoczesny sprzęt, który nie był zakupiony przez fundację Jurka Owsiaka.

środa, 4 stycznia 2012

Goście

Witamy gości:
- Tatuś  - zapalenie krtani
- ja - skurcze porodowe
 Trzymajcie kciuki

niedziela, 1 stycznia 2012

Do siego roku!


No i doczekaliśmy Nowego Roku. Ja w dwupaku. Zatem między bąblami będą wg kalendarza cztery lata różnicy, choć w rzeczywistości trzy i kilka dni. 
A Sylwester – taki jak lubię: miło, bez udawania, bez usztywnienia, bez kupowania kreacji „na jeden raz”. Tylko jakoś nie mogę sobie przypomnieć, o czym rozmawiało się na takich dymówkach jak dzieci nie było na świecie…
A dzieci były cudne! Pod każdym względem idealne. (Zazdroszczę sama sobie! J i mamie przesłodkiej Tosi też!) Potwierdziły to, co czuliśmy, ale nie mieliśmy pewności – Nie ma najmniejszego sensu czekanie na to, że poszaleją i padną. Bo nie padną!! Paść mogą co najwyżej rodzice. A dzieci nadal będą chłonąć i zachwycać się światem.

Podsumowań minionego roku nie będzie, bo po co…
Lepiej spojrzeć do przodu, a tu mamy kilka możliwości:
Według ogólnie znanych przepowiedni już pod koniec tego roku nastąpi KONIEC ŚWIATA. Jeśli komuś ta hipoteza odpowiada, to pewnie nie będzie przejmował się ani kryzysem światowym, ani kursem fanka, Anie ginącymi gatunkami. Najlepiej niech weźmie porządny kredyt (albo kilka) i zwiedzi kawał świata dopóki jeszcze ten istnieje.
My  jednak założyliśmy, że niewiele się zmieni, przynajmniej w skali makro. W naszym mikrokosmosie przybędzie nowy człowiek i zajmie centralne miejsce na kilka najbliższych miesięcy. Wpadniemy w nowy, jeszcze szybszy kołowrotek.
Postanowień brak. Mam jedynie kilka życzeń. Takich prostych, przyziemnych, ale właśnie od nich zależy wszystko.

Trzymajcie kciuki!

wtorek, 27 grudnia 2011

Święta, święta i po świętach.


Święta minęły w bardzo przyjemnej, rodzinnej atmosferze. Dzięki naszym mamom w tym roku ominęły mnie przygotowania (kochane te mamy, co nie). Normalnie pewnie bym do tego nie dopuściła, ale przy mojej obecnej kondycji….
Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, że przez całe Święta nie dane mi było spróbować ani jednego pieroga!! Jakim cudem?! Na szczęście to jedyny minus.
Minęły także urodzinki Młodego – nadzwyczaj spokojnie. Dużej uroczystości (zgodnie z zapowiedziami) nie było. Gościom dziękuję za wyrozumiałość.
Nie mniej jednak żaden z ważnych elementów tego święta Młodego nie ominął. Był tort. Było dmuchanie świeczek. Oczywiście były też prezenty.




A Młody - Hmm… skończył trzy lata i zaczął pyskować…
Jak nie mówił to nie mówił. Już się martwiliśmy. A jak zaczął, to mu się teraz buzia nie zamyka. Wczoraj np. siedzi w wannie i opowiada jakąś dziwną historię o UFO o zielonych, o białym. Nie wiedziałam, o co chodzi. W między czasie padło magiczne „Jeksio”, więc:
Ja:  Aha, to Ty mi bajkę o Reksiu opowiadasz! J
Młody: A czy ja po „chińku mówe” ?!
Kurtyna


Aha, mój komputer zastrajkował i się rozchorował!!!  On, Jedyny, po tylu latach!!! A myślałam, że jest niezniszczalny. Na szczęście Tatuś interweniował, wyciął uszkodzone fragmenty mózgu i znowu jesteśmy razem. Powoli dociera do mnie, że to tymczasowe rozwiązanie. L

środa, 21 grudnia 2011

Synuś Tatusia

                Zależało mi na tym, żeby Młody stał się trochę bardziej tatusiowy zanim pojawi się Młodszy. No i dzieje się. Tatuś jest The Best.
Tatuś szaleje z synusiem (mama nie daje rady).
Tatuś żartuje z synusiem (mama nie kuma bazy).
Tatuś ma fajne gry na komórce (mama nie ma).
Tatuś zabiera na basen (mama szuka wymówki).
Tatuś zabiera na ciekawe męskie wycieczki (mama gotuje obiad).
Tatuś wymyśla „głupie” zabawy, Młody jest wniebowzięty, mama krzyczy.
Mama wygania do spania (tatuś umywa ręce).
Tatuś wymyśla fajne bajki na dobranoc (mama woli czytać książki „z przesłaniem”).
Mama budzi rano (wrrr..).

A oto efekty:

Wracamy spacerkiem do domu – ja i Młody.
Młody: A gdzie mój Tatuś?
Ja: Chyba czeka już na nas w domku.
Młody: To „bobe”. Bo ja mu dam buziaka i pitule, bo on jest taaaki kochany!

Tatuś w delegacji:
Młody (już w łóżeczku): Nieee mam tatusia!!! I cio mam jooobić?!!
Ja: Ale tatuś już wraca, rano już będzie.
Młody: Ale co mam jobić tejaś?!!!



Pewnie mama byłaby zazdrosna, ale w nocy słyszy: „Mamusio, choć do Simona bo siem posiunołem. No połuś siem i pitul”. Nieważne, że Tatuś smacznie śpi – mama jest potrzebna!

sobota, 10 grudnia 2011

Sobota z zagadką


Na początek zagadka (Konia z rzędem temu, kto zgadnie!)
Jaką nagrodę za punkty zgromadzone w aptece za kupowane leki wybrała sobie jedna z naszych babcio-prababć?  Odpowiedź znajdziecie na samym dole postu.
Trochę podpowiem: Babcia ma (poza zwykłymi przypadłościami stosownymi do wieku) zaawansowaną osteoporozę, zmiażdżony jeden z kręgów w kręgosłupie i powinna nosić gorset.

A u nas?
Przez moment padał pierwszy w tym sezonie śnieg.
 -Tatuś, żeby sprawdzić czy już się zmierzcha, nie wygląda przez okno. Tatuś sprawdza w swojej cud-komórce o której godzinie zachodzi słońce we Wrocławiu i o której następuje zmrok. (typowe dla Tatusia)
- Ja –turlam się i już jestem na tym etapie ciąży, kiedy podnosząc coś z podłogi zadaję sobie pytanie „Co by tu jeszcze zrobić, skoro już tu jestem?”
- Młody – jak zwykle „No boba, to pobałimy się potongiem”


Odpowiedź: DRABINĘ

P.S. Udało się wybić babci pomysł z głowy. Trochę zawiedziona wróciła do domu z żelazkiem. Hmm, może na gwiazdkę kupimy jej raki i czekan…

sobota, 19 listopada 2011

Czas się przedstawić


Blog miał być o mnie. Ale ja to My. W rolach głównych wystąpią więc:
Ja – 30 letnia kobitka z wiecznym mętlikiem w głowie. Wykształcona konkretnie, ale czy właściwie?...Szukająca odpowiedzi na podstawowe pytania. Szczęśliwa, bo od kilkunastu lat zakochana po uszy w tym samym facecie. Ponadto mama – ze wszystkimi „za i przeciw”.
Tatuś – obiekt moich westchnień, głowa rodziny, choć z sercem trzylatka. Świetny materiał na pracę naukową na temat złożoności ludzkiej natury.
Młody – owoc Miłości. Geny mamusi i tatusia zmieszały się w sposób, który zadziwia nas każdego dnia. Oj czuję będzie o Nim dużo…
Młodszy – powinien pojawić się na świecie za jakieś półtora miesiąca ale już teraz jest pełnowartościowym członkiem Rodzinki, wykazującym cechy charakteru inne niż jego starszy brat. No, poczekamy zobaczymy