Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młody. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2012

Kot i drzewa

Przerabialiśmy alergie pokarmowe Szymonka na (prawie) wszystko, (prawie) przebrnęliśmy i (prawie) zapomnieliśmy. Teraz czas na alergie wziewne. Od początku marca (a może od końca lutego?) do końca kwietnia, Młodego ciągle męczyły strrraszne katary, kaszle, chrapania, rzężenia, nawracające zapalenie oskrzeli i inne paskudztwa. Potrafił rozchorować się w dwie godziny!! A ja, w oczekiwaniu na wizytę u alergologa, jak przystało na prawdziwą Polkę "człowieku lecz cię sam" (piszę to z dużą dozą samokrytyki a nie dumy) fundowałam mu na własną rękę leki antyhistaminowe, inhalacje z pulmicortu i inne cud-specyfiki, które przynosiły ulgę.  Dziś zrobiliśmy testy. Tak, wiem wiem, czerwiec nie jest dobrym momentem na  testy alergiczne, no ale cóż. Zimą nie mogliśmy przewidzieć, co nas będzie czekało wiosną. Robienie testów "na wszelki" wypadek byłoby bez sensu. Nie ma też sensu czekać do przyszłej zimy, jeżeli przed nami jeszcze lato i jesień. 
I co? - I ciśnie mi się na usta "A NIE MÓWIŁAM?!!"  
Wyszły nam drzewa: olcha, leszczyna, brzoza, co doskonale pasuje do wiosennych dolegliwości. Wyszła też bylica, co oznacza, że czeka nas ciężki koniec sierpnia. 
No i wyszedł... KOT, i to mocno wyszedł!!. Może jestem straszna, wyrodna, ale cieszę się. Bo teraz mam czarno na białym (no, granatowo na białym) napisane to, co wiedziałam. I już nikt nie będzie dawał mi do zrozumienia, że coś sobie ubzdurałam, że wydziwiam, że ograniczam dziecku kontakt, że pewnie robię to złośliwie... Ja do kotów nic nie mam i pewnie gdyby nie alergia (moja a teraz wiem, że także Szymusiowa), pewnie zaadoptowałabym jakiegoś. Jednak nie będę mówiła, że deszcz padał gdy mi...
A propos deszczu - pada i pada, i dobrze, że pada. Bo zmył alergeny i można przyjąć, że testy są miarodajne :))

No i chodzę sobie taka jakaś lekka i zadowolona. Nie dlatego, że Młody ma alergię, ale dlatego, że wiem czego mogę się spodziewać. 

***

Umyłam podłogę płynem do szyb bo mi się płyn do podłóg skończył. I nie ma smug :)) Brud schodził re-we-la-cyj-nie. Zastanawiam się, czy kupować płyn, czy zostać przy tym do szyb...hmm...

***

Wlazłam na fajną stronę: http://www.zrobsobiekrem.pl/ i zrobię sobie krem, a co!! I dzieciom też zrobię - bez zbędnych substancji. Tylko to, co potrzeba. Tylko niech mi się skończą te, które jeszcze mam.


poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rowerowy Wrocław

W tym roku mieliśmy nie "Dzień Dziecka" a raczej "Weekend Dziecka". Atrakcji co nie miara: Począwszy od lodów, waty cukrowej i popcornu, poprzez klocki leg,o aż po pikniki i spotkania towarzyskie. A co wywarło na Szymonku największe wrażenie?


Moi panowie wraz z innymi uczestnikami przejechali wyznaczoną trasą:

Pokaż trasa ŚWR 2012 na większej mapie

Nakręcili kilka filmików:


Moi cykliści
"Przy okazji" udali się na nowo wyremontowany dworzec PKP w celu poddania ocenie jakości wykonanych prac - okiem inżyniera i OMC-inżyniera.

Krasnal Szymon i jeden z czterech Dworcówków
(nowych krasnali mieszkających na świeżo wyremontowanym dworcu PKP Wrocław Główny)

Mam nadzieję, że w przyszłym roku również ja i Jaś weźmiemy udział w tym ważnym wrocławskim wydarzeniu :)) A kto wie, może uda się namówić Szymka na Wrocławskie Dziecięce Wyścigi Rowerkowe

środa, 23 maja 2012

Muśki

Poniedziałek
Prawie popsułam kuchenkę elektryczną. Zupa wykipiała, korki wywaliło, a właściwie to wywaliło różnicówkę (sprostował dziadek). To ja próbuję włączyć, ale wywala. No to wyłączyłam bezpieczniki od zasilania trójfazowego i choć kuchenka nie działała, miałam prąd w domu. Obiadu nie było... Na szczęście wieczorem spróbowałam włączyć te bezpieczniki od kuchenki jeszcze raz i zadziałało - pewnie wyschło...ale dla pewności jeszcze przez godzinę hulał piekarnik z termoobiegiem. 
Tym sposobem odkryłam w sobie elektryka...

Wtorek
Zepsuła mi się suszarka do włosów i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dzień wcześniej mówiłam Tatusiowi, że jest stara, ale nowej nie chcę bo ta jeszcze działa. Chyba wyszłam na psuja...

***

Młody przeżywa bąbla na kolanie:
Młody: Coś mnie uglyzło, chyba mol. 
Ja: Eee, nieee, mole to gryzą wełnę.
Młody: Co glyzą?
Ja: sweterki z wełny.
Młody: A co glyzie kolanka?
Ja: Może komar...
Młody: Nie komal, chyba jakaś muśka. Bo te muśki to sobie myślą "Mniam, jaki ten Symon jest słodki!"

piątek, 18 maja 2012

Blinga-blunga

Rutyna = nuda, ale rytuały to co innego... 
Takie wychodzenie z domu. Buźka, buźka, zamknąć drzwi? - nie u nas.
.Najważniejsze jest przekazanie blingi-blungi! Co to jest blinga-blunga? Tego nie wie nikt. Przypuszczam, że nawet sam Szymon nie jest do końca pewien. Wszelkie próby opisania blingi-blungi są dość niespójne. Czym by to nie było, Szymuś zawsze, od dwóch ma lat w kieszeni kilka sztuk. A jak nie ma akurat kieszeni, to blingi-blungi trzyma w miejscu, gzie ta kieszeń powinna być. Jeśli dane Ci będzie dostać blinge-blunge tzn., że albo jesteś członkiem najbliższej rodziny, albo zostałeś obdarzony wyjątkową sympatią. Obcy na blinge-blubge nie mają co liczyć. Jeśli jednak blinga-blunga miała zostać przekazana a z jakiegoś powodu nie została.....ooo to zaczyna się problem! Bo Młody zaczyna płakać i trzeba go pocieszać. Bywało już, że goście cofali się specjalnie po blingę-blungę, lub mieli ją rzucaną przez okno (cierpliwość dziadków nie zna granic). 
Jeśli to Szymon zostaje w domu, po przekazaniu blingi-blungi na pewno zapali wychodzącemu światło na korytarzu (niezależnie od tego, czy jest ciemno czy nie) a następnie wymieni z wychodzącym kilka kurtuazyjnych słów w stylu "Papa, to pińdź jutlo! Ja ciekam na Ciebie". Po czym pobiegnie do okna pomachać na pożegnanie, a odmachać trzeba koniecznie!
Jeśli to Młody wychodzi z domu, najpierw odbywa się ubieranie - zawsze na Szymonowym stołeczku, przeznaczonym tylko do jednego celu. Niech więc nikt nie waży się położyć na stołku czegokolwiek- ani torebki, ani poczty, ani gazetki z Lidla!  Wszystko zostanie zmiecione. Potem buźka, buźka i uroczyste przekazanie blingi-blungi i pouczenie. Np. dziś wychodząc do przedszkola rzucił śpiewnie: Tylko zamknij dźwi! A jak dzidziuś będzie płakał to go nakalm! No to papa.

***
"Kulde" udało się zamienić na "psia kość".

sobota, 28 kwietnia 2012

Hipoteza

Przy kolacji:
Młody: (zamyślony) Mam hipotezę...
Tatuś: Co masz?!
Młody: No, hipotezę mam.
Tatuś: A jaką masz hipotezę?
Młody: No taką, zie słonko juś zachodzi. Ty teś maś taką hipotezę Tatuś?
Tatuś: Niee - ja to wiem - mam tezę!
Młody: Tezę maś?
Tatuś: Mhm

wtorek, 24 kwietnia 2012

Blee

Młody tak się śmiał wieczorem w łóżku, że zwymiotował kolację. Tatuś myje podłogę, ja zmieniam brudną pościel a Młody siedzi na stołku i komentuje:
Mamusio, długa ta placa?! Zimno tu jak diabli! Długo mam jeteś siedzieć?!


I pomyśleć, że własną piersią toto wykarmiłam...

sobota, 21 kwietnia 2012

Choróbsko

Ile czasu potrzeba, by się dziecko rozchorowało? - Tyle ile mama jest na tańcach, czyli jakieś dwie godziny z dojazdem. Wychodziłam z domu, był zdrowy. Wracam i słyszę, że śpi ale mu się leje z nosa i ma duszący kaszel. O drugiej w nocy wyjęłam inhalator (gadżet niezbędny w każdym domu, w którym są dzieci). No i znowu piątek spędziliśmy w trójkę - ja (oczy na zapałki czyli trup na urlopie w roli wodzireja), roześmiany miłośnik wykresów w Excelu (wiek 3 m-ce) i świszcząco-rzężąco-cieknący maniak kolei.

Ja: Szymuś, może poleż sobie w łóżeczku rodziców a ja ci włączę bajkę. (Jak unieruchomić trzylatka?)
Młody: Nie cę.
Ja: O Chudym (Toy Story)
Młody: Nie cę
Ja: O gumisiach
Młody: Nie cę
Ja: O autach
Młody: A jakich? O Zyzaku? (widzę entuzjazm - jest dobrze) 
Ja: Nooo :) o Zygzaku :D (też się silę na entuzjazm)
Młody: Ja NIE CHCĘĘ ziadnej bajki (wrrrrr  - ale przynajmniej wyraźnie powiedział "nie chcę")
Ja: To co ci włączyć?
Młody: Filmy o pociągach!

Niech żyje You Tube!

środa, 18 kwietnia 2012

Po co?

...
Ja: Nie, to już nie brzuszek, to klatka piersiowa.
Młody: A po co?
Ja: W środku są twoje płuca i twoje serduszko.
Młody: Serduszko jest w środku?
Ja: Tak
Młody: (Tym razem nie było "po co" bo "po co" dot. serduszka było dzień wcześniej) A serduszko ma sprężynę?
Ja: Nie, nie ma sprężyny! (już mi się cisnęło na usta "po co?)
Młody: Po co?
Ja: Nie "po co" tylko "dlaczego"!

Uwielbiam te rozmowy, tylko nie rano o 7:30, kiedy moi panowie powinni  już być w drodze do przedszkola/pracy.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Znów o czytaniu

Dwa posty temu trochę wprowadziłam wszystkich w błąd. Nie zawsze czytamy wierszyki. Dość często Młody prosi o bajki o aniołkach (konkretnie "Bajeczki na 3 minuteczki. Aniołki" Irmy Krauss, gorąco polecam). Jednak ulubiony rozdział z ulubionej lektury mojego syna, czytany średnio 4 razy w tygodniu od mniej więcej pół roku, muszę po prostu zacytować...

SERIA EU05/EP05
Na początku lat sześćdziesiątych XX wieku w trakcie intensywnych prac przy elektryfikacji kolei, niezbędny okazał się interwencyjny zakup 30 sztuk uniwersalnej lokomotywy elektrycznej. Z uwagi na możliwość szybkiej  dostawy z bieżącej produkcji wybrano lokomotywę serii E499.1 produkowaną przez zakłady Skoda (wtedy pod nazwą Zakłady im Lenina) w ówczesnej Czechosłowacji. Do seryjnych pojazdów wprowadzono kilka zmian konstrukcyjnych, z czego najważniejsze to zabudowa układu hamulcowego w systemie Oerlikona. PKP oznaczyło serię jako EU05.
Po ponad dziesięciu latach pracy, ze względu na budowę, a ściślej ujmując całkowite usprężynowienie silników trakcyjnych, zdecydowano się przebudować wszystkie egzemplarze na serię EP05. Zmieniono przełożenie przekładni ze stosunku 84:37 na 77:44, co umożliwiło rozwinięcie prędkości do 160km/godz. Celem tego posunięcia było uzyskanie taboru mogącego rozwijać większe prędkości na nowo budowanych i modernizowanych liniach, jak np. na Centralnej Magistrali Kolejowej. Zmiana oznaczenia serii nie spowodowała zmiany numerów inwentarzowych lokomotyw. 
Lokomotywy EP05prowadziły sztandarowe ekspresy Intercity jak np, "Krakus" z Krakowa Głównego do Warszawy Wschodniej. W latach osiemdziesiątych w prasie można było przeczytać artykuły na temat zawrotnej prędkości rozwijanej przez ekspresy jadace z Krakowa do Warszawy przez Centralną Magistralę Kolejową.
Seria EP05 została ostatecznie wycofana z ruchu końcem 2007 roku. Zastąpiły ją lokomotywy serii EP09. W tamtym czasie pracowały jeszcze dwa ostatnie egzemplarze o numerach 16 i 23. Lokomotywa EP05-16 do ostatniej chwili jeździła w oryginalnym dla tej serii pomarańczowym malowaniu. Egzemplarz o oznaczeni EP05-22 do niedawna wystawiony był na terenie lokomotywowni w Krakowie Prokocimiu.

Ulubiona książka od cioci M.

Potem lecimy rozdział EU06, potem EU07/EP07, potem EP08 a potem mama wymięka i przeskakuje kilka rozdziałów coby sobie trochę lekturę urozmaicić np. jakąś lokomotywą spalinową. Po chwili spod kołderki słychać głosik "Miałaś czytać po kolei".
Hmm, a nie wystarczy że jest o kolei?

środa, 11 kwietnia 2012

Bracia

Udało się! Młody polubił swój rowerek do tego stopnia, że wieczorem nie chciał z niego schodzić i wracać do domu. Szymka na prawdę jest ciężko przekonać do nie których zajęć.
Tym razem namówił go Jaś. Niemożliwe? A jednak!

Do Szymka czasem ciężko dotrzeć. Nie opowiada nam o przedszkolu. Na pytania dla niego niewygodne albo wcale nie odpowiada, albo zmienia temat albo zaczyna się denerwować. Kiedyś w trakcie zabawy wpadłam na pomysł, żeby zaangażować Jaśka. Trzymałam Maluszka na rękach i zmieniając głos mówiłam "za niego". Stało się coś dziwnego. Szymuś przyjął tą zabawę jak coś bardzo naturalnego. Chętnie podjął się roli starszego brata. Zaczął Jaśkowi objaśniać rzeczywistość, tłumaczyć reguły zabaw, opowiadać o swoim świecie. Jaś w zamian wyraża swój podziw dla Szymonka. Chwali jego "dorosłe" umiejętności. Teraz Szymuś często domaga się, żeby "dzidziuś pogadał" z nim.
A ja tę zabawę-nie zabawę wykorzystuję. Bo mama nie ma co liczyć, że pierworodny pochwali jej się swoimi postępami w nauce angielskiego. Co innego opowiedzieć wszystko bratu. Bratu warto wyjaśnić dlaczego śmigłowiec lata, a mamie - po co? Dzisiaj Jaś baaardzo prosił o zademonstrowanie jak to się tymi pedałami kręci...

Jedna z bardzo ważnych rozmów

sobota, 7 kwietnia 2012

Poczytaj mi mamo


U nas czytanie wygląda mniej więcej tak:

Julian Tuwim
O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci

- Wrzuciłeś Grzesiu list do skrzynki, jak prosiłam?
- List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła! 
        Szymon: A jaki list?
        Mama: List, który Grzesiu miał wrzucić do skrzynki.
        S.: A jakiej?
        M: Czerwonej.
- Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie! 
- Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! 
- Oj, Grzesiu kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci! 
        S:. A czemu kłamie? 
        M.: Nie wiem.
- Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę cioci! 
- Wuj Leon czeka na ten list, więc daj mi słowo. 
        S.: A jaki wuj Leon?
        M.: Wuj Grzesia.
        S.: A jakiego?
        M.: yyy
- No, słowo daję! I pamiętam szczegółowo: 
List był do wuja Leona, 
A skrzynka była czerwona, 
         S.: Czerwona?
         M.: Tak, czarwona!
         S.: A czemu?
         M.: yyy
A koperta...no, taka... tego... 
Nic takiego nadzwyczajnego, 
A na kopercie - nazwisko 
I Łódz... i ta ulica z numerem, 
I pamiętam wszystko: 
Że znaczek był z Belwederem, 
A jak wrzucałem list do skrzynki, 
To przechodził tatuś Halinki, 
         S.: Jaki tatuś?
         M.: Tatuś Halinki.
I jeden oficer też wrzucał, Wysoki - wysoki, 
         S.: Jaki oficel?
         M.: Taki żołnierz.
Taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał, 
I jechała taksówka... S.: Jaka takówka? Ziółta? M: Chyba tak. i trąbił autobus, 
         S:. A ciemu tlombił?
         M:. Może mu ktoś wchodził pod koła...
         S.: A jaki autobus? Naś? 
         M.: Chyba nie nasz.
         S.: A jakiego kololu?
         M.: Czerwonego.
         S.: To chyba był śtocidziencisieść...
I szły jakieś trzy dziewczynki, 
         S.: A jakie?
         M.: ...(ignoruje pytanie)
Jak wrzucałem ten list do skrzynki... 
Ciocia głową pokiwała, 
        S.: Jakie dziecinki?
Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia: - Oj, Grzesiu, Grzesiu!
 - Przecież ja ci wcale nie dałam 
        S.: Jakie dziecinki?!!!
- Żadnego listu do wrzucenia!...


Słoń Trąbalski....

***

W kościele, święcenie pokarmów. 1000 różnych pytań Młodego, m.in.:

S.: A czemu On (ksiądz) ma miotłę?
M.: To nie miotła, to kropidło.
S.: Co?
M. Kropidło. (I piorunujące spojrzenie na Tatusia, zanim się jeszcze odezwał. Usta już miał otwarte...)


piątek, 6 kwietnia 2012

Felis (silvestris) domesticus

Systematyka kotów według Szymona:

Widziś mamusio tamten talny (czarny) kot to kot podwólkowy. A dziadek ma kota ludego domowego. A siom  jeteś koty łąkowe. Ja widziałem takiego na łonce.
Aaa kotki dwa, sialobule odwadwa.

***

Szymon do Tatusia:
Cio lobiś do diabełka?!! - Chwilę wcześniej prosiłam Go, żeby mówił ładnie. Miałam na myśli: wyraźnie.

środa, 28 marca 2012

Rower

Oto on:


Jedyny, wspaniały, 14-calowe koła,  NIEBIESKI. Przyszedł w paczce do samodzielnego montażu. Montowali: Tatuś, Dziadek A. i oczywiście Szymon. Ten błysk w oku, gdy wyciągał poszczególne elementy z pudła...bezcenny! 

Babcia: Co ty tam masz ?! (kierownica)
Młody: No, kawałek łowełu! 
mina Szymona: Boszsz....kobieto!

Według Młodego rower nie został złożony ani zmontowany, tylko ZBUDOWANY. :)
Na wypróbowanie już nie było czasu. Może dzisiaj. Oj, chciałabym, żeby próbom ujeżdżenia ustrojstwa towarzyszył taki sam entuzjazm jaki był przy jego montażu.

A dziś po południu:
TA DAM:
Trochę mam jeszcze pietra. 10 minut  wystarczy na dziś.




piątek, 23 marca 2012

Podobno dzieckiem nie można się popisać...

Wracamy do domu. Na klatce schodowej spotykamy panią sprzątającą / dozorczynię. Młody na moje "co się mówi" burczy pod nosem "dzień dobry". Zamieniam z panią kilka słów. Wreszcie rozchodzimy się. Przypominam Młodemu, że trzeba powiedzieć "do widzenia", na co Młody z przesłodkim uśmiechem: 

- To do bidzenia ... psińdź jutlo popontaj!

Chciałam zapaść się pod ziemię ale mruknęłam tylko, "tak się nie mówi" i wepchnęłam Młodego do mieszkania. A w domu - 100 pytań do: A dlaczego? A jak się mówi?...
Ostatnio przerabiamy właśnie etap zadawania pytań. Czekałam na to, bo wydawało mi się ekscytujące - obserwować jak młody człowiek interesuje się światem i jednocześnie traktuje rodzica jak źródło wszelkiej wiedzy. Doczekałam się...

5:00 rano (dla mnie w nocy): Po co jest mgła?

No proszę, kto wie?! Nie "dlaczego", nie "skąd się bierze" tylko właśnie "po co"?

środa, 21 marca 2012

Godz. 14:00
Ciiiszaaa przerywana szelestem biedronki męczonej przez Jaśka. Biedronka ma coś w środku. Celofan? Jasiowi się podoba. 
Przez okno wpadają promienie wiosennego słońca.
Szymek śpi umęczony wyciem...
Sielanka w środku dnia!


A dlaczego Młody wył? Bo mama kazała jeść zupę. Bo zupę chciał popijać sokiem jagódkowym (z czarnej porzeczki) a ja nalałam mu wodę. Wył bo się pobrudził. Wył bo dziadek zabrał jego gazetę (?). Wył bo się chciał przykryć kołderką a nie kocykiem. Bo rzucił tramwajem a On swój tramwaj bardzo lubi. Zwyczajnie chciał mnie "ukarać" za tą zupę. (Czasem, na szczęście bardzo rzadko, Szymuś chce, żeby nam też było przykro i wymierza nam coś w rodzaju kary, która jego zdaniem dotknie nas tak jak jego samego. Kiedyś nawet rzucił Kicusiem! ) Podsumowując wył bo był zmęczony. 
On wciąż potrzebuje swojej drzemki. Te trudne godziny 12-14 trzeba albo intensywnie zagospodarować (nie dopuścić do smutku) i przetrzymać go do wieczora, albo umożliwić mu tą drzemkę. A czasami z różnych powodów potrzebuje jej bardziej niż zwykle. Wtedy bywa trudny. A jak już wejdzie w fazę "sam nie wiem, o co mi chodzi" to trzeba go potraktować jak niemowlę, wpakować w piżamkę i do łóżka. Nie przedłużać sytuacji zabawianiem czy tłumaczeniem czegokolwiek bo i tak nic do niego nie dociera. Oczywiście buntuje się, że przecież wcale nie jest zmęczony. Przełom następuje, gdy założy piżamkę (czary mary) - poddaje się i zasypia w ciągu dwóch minut. I ...następuje błoga ciiiszaaa...

wtorek, 20 marca 2012

Oko

Szymusiowi coś dziwnego działo się z oczkiem. Jakiś stan zapalny. Myśleliśmy, że to po tym jak kilka dni wcześniej wiatr sypnął mu piaskiem po oczach. Oko raz było czerwone i szczypało a raz nie. Nawet dostał kropelki z antybiotykiem. Nie dawało mi jednak spokoju to, że oko raz było czerwone i szczypało a raz nie. Aż do wczoraj. Patrzę, a on coś w tym oczku (akurat zaczerwienionym) ma. Ni to śpioszek ni okruszek. Próbuję wyciągnąć chusteczką a to coś nie ma końca i chowa się gdzieś pod gałką. I wyciągnęłam ok 2 cm czegoś - nie wiem czego. W każdym razie dzisiaj oko jak nowe. 
A Młody - jak zwykle znosi takie zabiegi...hmm... no dość dziwnie, po Szymkowemu. A na moje pochwały jego odwagi reaguje zawstydzony "No nie mów tak". Bo co robi mój pierworodny gdy:

- boli oko - nie krzyczy, że oko boli tylko "Plosię sibko okład z helbaty i zaklopić"
- ma kaszel - "Plosię silopek / inhajacje"
- swędzi skóra -"Plosię zintek (zyrtec)".

No i mam się martwić, czy nie? Hoduję lekomana?

Moje oczka kochane


piątek, 16 marca 2012

Lirycznie

Dostałam, raduję się niezmiernie i zgłębiam na nowo ze Stańką w tle:


Tylko coś mi tam cicho mówi z tyłu głowy, że to trochę szkoda, że niektórzy muszą odejść, aby zagościli bardziej... Kac moralny? Ciągle parę kroków z tyłu...Nie ja jedyna. Ale to nie usprawiedliwia.

***

A na zachodzie "Łowiś i Wenus schecą baaaandzo mocno!"

czwartek, 15 marca 2012

Love love love

Czy u nas zawsze tak sielankowo? - Różnie, jak u wszystkich. Tylko zawsze jakoś tak się dzieje, że przynajmniej jedno z nas widzi trochę więcej słońca w każdej sytuacji. A co jak zapracowany, zmęczony Tatuś przychodzi do domu z kolejnym kłopotem w głowie, liczy na wsparcie żony, a żona znudzona?! Znudzona siedzeniem. Muchy w nosie bo się starała a obiad znowu "trochę za bardzo się przypiekł". Kupa prasowania wcale nie zmalała, mimo że wszystko zostało wyprasowane (zmieniła trochę kolor). No i gdzie to pocieszenie? Wtedy do akcji wkraczają dzieci!

- Tatuś, ja cie kocham, weś? Tak bandzo bandzo i bandziej!
- Ja ciebie też kocham!
- Tak? No to fajnie, zie mnie kochaś. Blaaawo!! (dźwiękom towarzyszą efekty wizualne). Ja to nawet Jasia kocham! I caaaałom lodzine! Bo dzieci musiom kochać całom lodzinę, weś?

No tak, dzieci mają swoje obowiązki...



środa, 7 marca 2012

Zazdrość, odsłona trzecia

Chyba jednak brat  do brzucha już nie wróci.... 
Jaś, choć taki mały to doskonale potrafi skupić na sobie uwagę rodziców. Gdy w domu akurat są oboje, sprawa jest dość prosta:

- Oddaj tego dzidziusia mamusi/tatusiowi. (do zabawy wystarczy jedno)

Wszystko się komplikuje, gdy się siedzi z mamą i bratem w domu. Wydawałoby się, że choroba (w końcu nawet antybiotyk biorę) powinna gwarantować pierwszeństwo przed młodszym bratem. Przecież chory potrzebuje więcej miłości, uwagi, troski. Czy mama tego nie rozumie?! Liczne próby "zbrojenia czegoś" nie przyniosły rezultatu. Ani wyciąganie tego co nie wolno, ani rozlewanie picia, ani hałasowanie gdy brat śpi - zupełni nic. Kobieta ma zaskakująco dużą cierpliwość. Upomni, przytuli na chwilę, ale zaraz Jaś stęknie a ona leci do niego. Trzeba spróbować inaczej...

- Mamusiu, noga mnie baaardzo boli. Weź na rączki bo nie mogę chodzić! (prawie łezki poleciały)

Wczoraj paluszek przyniósł średni efekt - trzeba było spróbować czegoś większego kalibru. I co? - Raz wzięła na ręce, drugi raz wzięła, a za trzecim...obejrzała nogę, pokręciła głową, założyła na moją nogę bandaż i powiedziała, że już nie powinno boleć...No nie o to mi chodziło. Jutro spróbuję czegoś nowego.


***

Cztery noce z rzędu bez snu. Nawet jak dzieci śpią, to coś musi pójść nie tak. Np. może ułamać się kawałek zęba i wbić w dziąsło tak, żeby nie można go wyjąć...Gdybym wiedziała, że to coś się wbiło to bym prochów przeciwbólowych nie brała, bo przecież one tego odłamka nie ruszą. Efekt wzięcia tabletek (zwykle nie korzystam z takich używek) był taki, że wszystkie bodźce zostały stłumione, został tylko BÓL. Ale dziś, po wizycie u dentysty już się wyśpię (może)

czwartek, 1 marca 2012

Nauka

Przy śniadaniu
- Szymek, już niedługo będziesz sam sobie czytał książki.  Będziemy się uczyć.
- Ale ja już się uczyłem, damno damno, kilka lat.
- Aha i już umiesz?
- No umiem.
- To co tu jest napisane? (pokazuję mu napis "Lipton")
- Herbata.



Szymon litery zna od dawna, i co z tego?
Uczeni powiadają, że teraz jest okres analizy i na syntezę przyjdzie czas. Inni natomiast uczeni twierdzą, że dziecko najpierw trzeba nauczyć czytać a potem dopiero uczyć liter, bo litera M to dla malucha czysta abstrakcja a wyraz mama już nie (metoda Domana). Na razie sprawdzam teorię nr 1. Na potomku drugim sprawdzę teorię nr 2. Już nawet pomoce dydaktyczne zakupiłam. Sceptyczni powiedzą: pogięło ją, czy co.. Ano jak wolicie - wspomagam rozwój dziecka albo po prostu nudzę się. Zobaczymy. Statystyki przeprowadzę po zakończeniu edukacji potomka nr 10, a co!