niedziela, 25 marca 2012

Kwiatki bratki i stokrotki dla Malwinki dla Dorotki

Tatuś przy okazji zwyczajnych zakupów kupił mi nasiona kopru, pietruszki, rzodkiewki i maciejki. Zrozumiałam tą mało subtelną aluzję!!! Mam się wziąć za robotę, a nie studiować FB i inne internetowe pożeracze czasu!!! Uprawa roli..na tarasie...
Pół dnia zastanawiałam się: obrazić się czy nie. Ostatecznie uznałam, że taka świeża pietruszka z własnego parapetu to nie głupi pomysł. A maciejka ?- właściwie to dostałam kwiaty, co nie?! I to jakie pachnące.
Ehh, romantyk z tego mojego męża wychodzi :))

sobota, 24 marca 2012

Rowerowo

Można poczuć wiosnę w mieście? Oczywiście! 

Od lewej: ja, Jaś (w wózku), babcia J., Tatuś, Szymonek 
Jasia pożyczyliśmy na 2 godzinki dziadkom a sami....

Właściwie, to zależało nam, żeby upiec kilka pieczeni na jednym ogniu.
1. Poczuć i zobaczyć wiosnę
2. Sprawdzić, czy mięśnie i stawy są tam, gdzie je zostawiliśmy jesienią.
3. Sprawić, by cała nasza (moja i Tatusia) uwaga skupiła się na Młodym. Chcieliśmy by choć przez chwilkę znów był jedynakiem.
4. Rozpocząć poszukiwania pierwszego "dorosłego" rowerka dla Młodego.

Pierwsze trzy punkty zrealizowane zostały w 100%, czwarty właściwie też, bo poszukiwania rozpoczęliśmy, choć rowerka nie kupiliśmy. Był nawet taki jeden, który spełniał wszystkie Tatusiowe wymagania. Niestety nie spełnił jedynego warunku postawionego przez Szymka - nie był NIEBIESKI!!!!




piątek, 23 marca 2012

Podobno dzieckiem nie można się popisać...

Wracamy do domu. Na klatce schodowej spotykamy panią sprzątającą / dozorczynię. Młody na moje "co się mówi" burczy pod nosem "dzień dobry". Zamieniam z panią kilka słów. Wreszcie rozchodzimy się. Przypominam Młodemu, że trzeba powiedzieć "do widzenia", na co Młody z przesłodkim uśmiechem: 

- To do bidzenia ... psińdź jutlo popontaj!

Chciałam zapaść się pod ziemię ale mruknęłam tylko, "tak się nie mówi" i wepchnęłam Młodego do mieszkania. A w domu - 100 pytań do: A dlaczego? A jak się mówi?...
Ostatnio przerabiamy właśnie etap zadawania pytań. Czekałam na to, bo wydawało mi się ekscytujące - obserwować jak młody człowiek interesuje się światem i jednocześnie traktuje rodzica jak źródło wszelkiej wiedzy. Doczekałam się...

5:00 rano (dla mnie w nocy): Po co jest mgła?

No proszę, kto wie?! Nie "dlaczego", nie "skąd się bierze" tylko właśnie "po co"?

środa, 21 marca 2012

Godz. 14:00
Ciiiszaaa przerywana szelestem biedronki męczonej przez Jaśka. Biedronka ma coś w środku. Celofan? Jasiowi się podoba. 
Przez okno wpadają promienie wiosennego słońca.
Szymek śpi umęczony wyciem...
Sielanka w środku dnia!


A dlaczego Młody wył? Bo mama kazała jeść zupę. Bo zupę chciał popijać sokiem jagódkowym (z czarnej porzeczki) a ja nalałam mu wodę. Wył bo się pobrudził. Wył bo dziadek zabrał jego gazetę (?). Wył bo się chciał przykryć kołderką a nie kocykiem. Bo rzucił tramwajem a On swój tramwaj bardzo lubi. Zwyczajnie chciał mnie "ukarać" za tą zupę. (Czasem, na szczęście bardzo rzadko, Szymuś chce, żeby nam też było przykro i wymierza nam coś w rodzaju kary, która jego zdaniem dotknie nas tak jak jego samego. Kiedyś nawet rzucił Kicusiem! ) Podsumowując wył bo był zmęczony. 
On wciąż potrzebuje swojej drzemki. Te trudne godziny 12-14 trzeba albo intensywnie zagospodarować (nie dopuścić do smutku) i przetrzymać go do wieczora, albo umożliwić mu tą drzemkę. A czasami z różnych powodów potrzebuje jej bardziej niż zwykle. Wtedy bywa trudny. A jak już wejdzie w fazę "sam nie wiem, o co mi chodzi" to trzeba go potraktować jak niemowlę, wpakować w piżamkę i do łóżka. Nie przedłużać sytuacji zabawianiem czy tłumaczeniem czegokolwiek bo i tak nic do niego nie dociera. Oczywiście buntuje się, że przecież wcale nie jest zmęczony. Przełom następuje, gdy założy piżamkę (czary mary) - poddaje się i zasypia w ciągu dwóch minut. I ...następuje błoga ciiiszaaa...

wtorek, 20 marca 2012

Oko

Szymusiowi coś dziwnego działo się z oczkiem. Jakiś stan zapalny. Myśleliśmy, że to po tym jak kilka dni wcześniej wiatr sypnął mu piaskiem po oczach. Oko raz było czerwone i szczypało a raz nie. Nawet dostał kropelki z antybiotykiem. Nie dawało mi jednak spokoju to, że oko raz było czerwone i szczypało a raz nie. Aż do wczoraj. Patrzę, a on coś w tym oczku (akurat zaczerwienionym) ma. Ni to śpioszek ni okruszek. Próbuję wyciągnąć chusteczką a to coś nie ma końca i chowa się gdzieś pod gałką. I wyciągnęłam ok 2 cm czegoś - nie wiem czego. W każdym razie dzisiaj oko jak nowe. 
A Młody - jak zwykle znosi takie zabiegi...hmm... no dość dziwnie, po Szymkowemu. A na moje pochwały jego odwagi reaguje zawstydzony "No nie mów tak". Bo co robi mój pierworodny gdy:

- boli oko - nie krzyczy, że oko boli tylko "Plosię sibko okład z helbaty i zaklopić"
- ma kaszel - "Plosię silopek / inhajacje"
- swędzi skóra -"Plosię zintek (zyrtec)".

No i mam się martwić, czy nie? Hoduję lekomana?

Moje oczka kochane


piątek, 16 marca 2012

Lirycznie

Dostałam, raduję się niezmiernie i zgłębiam na nowo ze Stańką w tle:


Tylko coś mi tam cicho mówi z tyłu głowy, że to trochę szkoda, że niektórzy muszą odejść, aby zagościli bardziej... Kac moralny? Ciągle parę kroków z tyłu...Nie ja jedyna. Ale to nie usprawiedliwia.

***

A na zachodzie "Łowiś i Wenus schecą baaaandzo mocno!"

czwartek, 15 marca 2012

Love love love

Czy u nas zawsze tak sielankowo? - Różnie, jak u wszystkich. Tylko zawsze jakoś tak się dzieje, że przynajmniej jedno z nas widzi trochę więcej słońca w każdej sytuacji. A co jak zapracowany, zmęczony Tatuś przychodzi do domu z kolejnym kłopotem w głowie, liczy na wsparcie żony, a żona znudzona?! Znudzona siedzeniem. Muchy w nosie bo się starała a obiad znowu "trochę za bardzo się przypiekł". Kupa prasowania wcale nie zmalała, mimo że wszystko zostało wyprasowane (zmieniła trochę kolor). No i gdzie to pocieszenie? Wtedy do akcji wkraczają dzieci!

- Tatuś, ja cie kocham, weś? Tak bandzo bandzo i bandziej!
- Ja ciebie też kocham!
- Tak? No to fajnie, zie mnie kochaś. Blaaawo!! (dźwiękom towarzyszą efekty wizualne). Ja to nawet Jasia kocham! I caaaałom lodzine! Bo dzieci musiom kochać całom lodzinę, weś?

No tak, dzieci mają swoje obowiązki...