piątek, 7 czerwca 2013

Śmietnik różności

Jakoś nie mogę się ostatnio ogarnąć i pozbierać, co nie oznacza, że się nic nie dzieje. Dziś będzie bałaganiarsko, bez ładu i składu, może troszkę bez sensu, ale muszę uporządkować co mi w duszy gra.

Ostatnio zainteresowałam się troszkę edukacją domową. Nie, nie mam zamiaru rezygnować z tradycyjnej, raczej uzupełniać na własną rękę. Ale czy szkoła w pierwszych trzech latach ma uczyć? Zachowań w grupie, z pewnością tak! Ale czy wiedzy w czystym tego słowa znaczeniu? Może raczej porządkować, porównywać, ustawiać w szeregu. Moim zdaniem za to, jak dziecko postrzega świat (pomijając czynniki niezależne o woli) w największej mierze odpowiadają rodzice. I nie chodzi mi o obciążanie dziecka setkami zajęć pozalekcyjnych. Pewnie polecę truizmami, ale dzieci chłoną wiedzę całymi swoimi ciałkami i nie należy im w tym przeszkadzać. Pomaganie ogranicza się do pokazywania, zabierania ze sobą, zapewniania bodźców. Efekty przychodzą zadziwiająco szybko, w najmniej nieoczekiwanych momentach. Jakieś konkrety? Proszę!

1. Można mimo kiepskiej pogody zabrać dziecko do na spacer do parku miniatur. (Jedna z wielu męskich sobót gdy matka spełnia się zawodowo). Popatrzeć jak się bawi "autem premiera" i odpowiadać na jego małe-wielkie pytania okazując szacunek taki, na jaki zasługuje.
Co się zyskuje?
- To, że przy najbliższej okazji, zupełnie niespodziewanie, odwiedzający goście zostaną poinformowani, że " O! taki sam mercedes, jaki premier Donald "Tusek" parkuje w Warszawie pod budynkiem Sejmu". Zdziwienia gości nie wzbudza bynajmniej znajomość marek samochodów. A rodzice puchną z dumy.
- Albo, że widząc w telewizji pewien gotycki kościół dziecię wykrzyczy "O patrz, Kościół Mariacki w Krakowie"

2. Można tak zaplanować spacer, żeby zahaczyć o miasteczko ruchu drogowego. Przedszkolak i kodeks? Dlaczego nie?! Dzieci doskonale czytają piktogramy. Znacznie lepiej niż dorośli ;) 
Co się zyskuje?
 To, że podczas zabawy autami na dywanowym miasteczku, starszy brat powie młodszemu bratu: "Tędy nie jedź bo tu jest jednokierunkowa, a tutaj ja mam pierwszeństwo".

3. Można powiesić na ścianie mapę świata, Europy, Polski, jakąkolwiek . Nic więcej, tylko powiesić, powiedzieć, że to mapa, odpowiadać na pytania i czekać na efekty. 
Już wkrótce pojawią się wnioski: że do Włoch to trzeba jechać przez góry Alpy, że Ameryka Południowa nazywa się śmiesznie bo tak samo jak Park Południowy (a dlaczego?), i że do tej Ameryki to się nie dojedzie samochodem, tylko trzeba ten samochód zapakować na prom (taki statek, że się na nim mieszczą samochody - łaaaał, chyba nawet większy niż ten co "się rozbił i utopił" <Costia concordia>), a można wcale nie brać samochodu tylko polecieć samolotem. Przy okazji można się dowiedzieć, że na "Antanktydzie" mieszkają bałwany. (No pewnie, kto by chciał tam mieszkać, tylko jakiś bałwan ;) )

4. Można wreszcie po prostu wydłużyć czas przeznaczony na jakąś czynność. Np. na spacer. Po to, żeby się  zastanowić dlaczego drzewa iglaste nie gubią igieł na zimę, dlaczego czerwone robaki zwane tramwajami łączą się ze sobą (moja znajomość entomologii woła o pomstę do nieba, cóż trzeba uzupełnić braki). Albo niesiemy ze sklepu bułki - a czy maluch wie skąd się wzięły? Że zboże, że młyn, że mąka, że piec? Wczoraj mnie zaskoczył pytaniem "Czy to wanilia?". Wskazywał na kwiaty żółtych lilii. Fakt, biorąc pod uwagę to, jak wyglądają na opakowaniu serka waniliowego i że nie ma tam żadnego punktu odniesienia co do wielkości, można się pomylić.  ....

Genialny prawda?! - Oczywiście najbardziej genialny na całym świecie, w końcu mój syn :D

Nie mniej jednak nie omijają go typowe przypadłości wieku przedszkolnego, jak np. fascynacja tematyką proktologiczną :/ kupa, pupa, siku - wywołują salwy śmiechu, ale też żywe zainteresowanie.
Wstrzelił się doskonale w próby nocnikowania Janka i tak go edukował: Jasiu, bo siusiak jest do sikania, a pupa do robienia kupy, wiesz? - po chwili zastanowienia - Bo jakby robić kupę siusiakiem to by była baaardzo mała!-
 -Na co ja (oczywiście) prychnęłam. A takie prychanie chyba nie tu za bardzo nie pomoże.

A edukacja domowa? - Ja mam zasadę CODZIENNIE COŚ (nie licząc wieczornego czytania). Czasem 3 minuty, czasem 2 godziny, zależy od chęci. Czasem pokolorujemy obrazek, czasem tatuś w asyście dziecka naprawi zepsute zdalnie sterowane auto po to by dziecko wiedziało jak wygląda bezpiecznik i co zrobić ze zużytymi bateriami, czasem zagramy w chińczyka, a czasem po prostu obejrzymy w telewizji bajkę w języku angielskim.

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka

Co tam prezenty...
Co tam wycieczka...
Co tam najprawdziwsze parowozy, para buch...

O to co cieszyło najbardziej!


P.S. Trzeba było wypuścić dzieci przed dom. Byłoby 11 schodków a nie 60 km (w jedną stronę).

piątek, 31 maja 2013

...

Próbowałam coś napisać, ale wychodziło bez sensu. Asteria zrobiła to lepiej. Mi ciągle brak słów.
Ale ja napiszę, może nie dziś i może nie na blogu, ale napiszę.

Dziękuję, że byłaś tam ze mną i przepraszam, że po wszystkim nie dałam Ci nawet skończyć papierosa. Ja się po prostu musiałam czegoś trzymać...choćby kierownicy.

piątek, 24 maja 2013

Rowerowo

Ile trzeba czasu, aby czterolatek przesiadł się z rowerka biegowego na zwykły?
Trzy razy po pięć minut!


środa, 22 maja 2013

Giro d'Italia 2013, czyli z dzieciakami pod namiot. Część 3 -Powrót do domu

Wiem, wiem, taka przerwa...ale żeby formalności stało się zadość...
Został jeszcze powrót ;)
"WIEZA PIZA"

"Uuuu-uuuuuu!"

"Florencja - widok prawie z campingu"

"Mamo, proszę, sniadanko do łóżka"
 (Nie chce się rozkładać namiotu na jedną noc? - Nie ma sprawy, jest gotowy, uż rozłożony)

Taka wąska czy taki szeroki?

Janek - model, ideał piękna wg turystek z Chin :D 

:* :*


niedziela, 12 maja 2013

Giro d'Italia 2013, czyli z dzieciakami pod namiot. Część 2 Rzym

Wylądowaliśmy w Wiecznym Mieście i co teraz? Do zobaczenia mnóstwo rzeczy, trzeba to wszystko jakoś poukładać. I podzieliłam tematycznie :) Zapraszam do fotorelacji :) Pozawólcie, że pocztówki sobie podaruję.

Dzień czwarty - "Place i fontanny" Piazza del Popolo, Park Borghese, Schody Hiszpańskie, Fontanna Di Trevi, Pantheon, Piazza Navona)

Piazza del Popolo - tak się zwiedza z czterolatkiem ;)



piątek, 10 maja 2013

Giro d'Italia 2013, czyli z dzieciakami pod namiot. Część 1 (Na Rzym)


Zapakowaliśmy (nie mam pojęcia jak) namiot, śpiwory, maty, składane krzesła, walizki, pieluchy, mleka, słoiczki, deserki, rowerek, wózek, 2 foteliki i 1000 innych drobiazgów. Na koniec wsadziliśmy nasze mniejsze  lub większe 4 x 4 = 12 liter, a na piątym,  wolnym siedzeniu upchaliśmy kosz z prowiantem i w drogę. 
TAK - z dziećmi pod namiot
TAK - do Włoch
TAK - samochodem

Jasne, że trochę trudniej podróżować z dziećmi, ale WARTO!!!

Trasa w wielkim skrócie:
Dzień pierwszy (a właściwie wieczór i dłuuuga noc).
Wyjechaliśmy o godzinie 20:00 czyli dokładnie o tej porze o której chłopcy zwykle są już w łóżkach. Nakarmionych, wykapanych, ubranych w wygodne dresiki pasażerów wsadziliśmy w foteliki. Obaj mają jeszcze fotele rozkładane, umożliwiające spanie. Ostatnio nawet planowałam zakup bardziej "dorosłego"  dla Szymona, w końcu ma chłop 4 lata (i 4 m-ce), ale po co, skoro i wagowo i rozmiarowo mieści się w rozkładanym, wygodnymo Maxi-cosi. Pierwszy postój był już po 5 minutach - trzeba było wymienić żarówkę w aucie (oczywiście!!!) a o godzinie 16:00 jeszcze świeciła (oczywiście!!!). Ale potem poszło już gładko. Autostradą do samych Włoch. Wybraliśmy trasę przez Monachium, troszkę dłuższą, ale za to bez toczenia się po polskich i czeskich dróżkach. Jechaliśmy na zmianę - nie ma wyjścia, jeśli się chce przejechać jak najdalej, wykorzystując błogą ciszę panującą na pokładzie, zanim Potworki się obudzą, trzeba pruć ile maszyna (i ograniczenia prędkości) pozwolą. Jedna przerwa na szybkie siku i zmianę kierowców, bez gaszenia silnika. I tak do 3:00 rano. Zmogło nas oboje, więc trzeba było stanąć, i tak byliśmy dumni, że udało się przejechać aż 7 godzin bez przerwy. 2 godziny spania w aucie i dalej w drogę. Dzieci obudziły się rano. Janek dostał swoją butlę o 6:00 (bez postoju) i spał sobie kolejne 2 godziny.

Dzień drugi - Przeprawa przez zapierające dych w piersiach alpejskie doliny. Zaplanowaliśmy długi odpoczynek wraz z noclegiem gdzieś w Dolomitach. Bo tak. Bo chcieliśmy zobaczyć i poczuć coś czego jeszcze nie widzieliśmy. Plany pokrzyżowała pogoda. Przywitały nas 3 st. C, 3 metrowe zaspy na poboczu drogi i mżawka a właściwie nisko wiszące (chyba nawet leżące na ziemi) chmury. 

Szybka zmiana planów - kawa, śniadanie i spadamy na południe. I tak wylądowaliśmy w pięknej Bolonii. Pooglądaliśmy, spałaszowaliśmy najpyszniejszą lazanię jaką można sobie wyobrazić (moje dotychczasowe pojęcie o tym daniu legło w gruzach). Na koniec nocleg w hotelu (no, poszliśmy na łatwiznę, przyznaję się).




Dzień trzeci - Na RZYM :D
Autostradą aż na pole namiotowe w samym Rzymie. Czynności standardowe - postawienie namiotu i rekonesans po campingu i okolicy.
Dla zainteresowanych szczegółami: Namiot mamy 3 komorowy - 2 sypialnie i duży przedsionek pośrodku. Chłopcy mieli swój "pokoik" rodzice swój. Spali obaj na tym samym dość szerokim materacu. Jeden wzdłuż, drugi w poprzek "w nogach" brata. Nie miało tak być ale tak wyszło i tak im było najwygodniej. Szymek ma swój śpiwór dziecięcy - jak dorosły tylko mniejszy rozmiarem, Janek spał w śpiworku dla niemowląt (małych dzieci). Obok materaca mieli rozłożoną matę na wypadek gdyby któryś spadł.

Obozowisko ;)


Stacja kolejowa znajdowała się 700 m od campingu.
Co było bardzo wygodne bo dojazd do centrum miasta zajmował 15 minut.
Pociągi nie stoją na szczęście w rzymskich korkach ;)