wtorek, 19 listopada 2013

Mikrokosmos

Dżony przeziębiony. Nie żeby nas cieszył ten fakt, ale i niedyspozycję Młodszego można wykorzystać w celach naukowych. Jaś padł o 18:00 a to znaczy, że mieliśmy aż dwie godziny TYLKO dla Szymonka. Wyciągnęliśmy więc...mikroskop. 
Szymon już od jakiegoś czasu męczył "A co to? A po co? A dlaczego?" a skoro na naukę nigdy nie jest za wcześnie...
Matka mogła się wykazać i przygotowywała preparaty, a  Dziedzic oglądał i komentował. Obejrzeliśmy:
- standardowo komórki cebuli
- literki wycięte z gazety (po to, żeby pokazać, że obraz jest obrócony)
- kawałki zastygłej lawy przywiezione z Islandii
- muszelki nie wiadomego pochodzenia, najprawdopodobniej jednak z Bałtyku
- kryształki soli i cukru
- liść fiołka alpejskiego
- nogę muchy domowej (nie wyrywaliśmy nóg musze, skorzystaliśmy z gotowego preparatu)
- cebulkę włosa - matki oczywiście
- erytrocyty również matki - Wiadomo, że dałaby się pokroić za Młodego, dlaczego więc nie miałaby dać się pokłuć. 

Łańcuszek :P

Nie takie proste jakby się wydawało..
Do zabawy zaprosiła Strzyga. Mnie - pierwszego (no może drugiego) kilera łańcuszków. Co się ze mną dzieje - ostatnio żyrafa na fejsiku, teraz to...
 Mam przedstawić 7 rzeczy o sobie, których nie wiecie. Tak żeby nie zepsuć zabawy?
Siedzę i siedzę, myślę i myślę... tak żeby nie zepsuć zabawy?

1. Nie toleruję niedomkniętych szuflad. Jeśli jakąś zauważę, muszę ją domknąć, choćby nie wiem co. Dziwne, tym bardziej, że ogólny "nieład artystyczny" nie bardzo mi przeszkadza. 
2. Nie znoszę gołębi - wkurzają mnie, brzydzą, jedno wielkie bleee. Nie lubię też sąsiadki która je karmi czy lato czy zima. Lubię za to wrony.
3. Nie jadam brukselki, ale polecam ją innym jako źródło kwasu foliowego.
4. Mam sporo receptorów piątego smaku, zwanego umamim. Odpowiadają one za wyczuwanie obecności kwasu glutaminowego. Efekt? - Wyczuję glutaminian sodu wszędzie. :P Żadna kostka rosołowa się przede mną nie ukryje.
5. Boję się cudzych dzieci....A może bardziej boję się ich rodziców? - sama nie wiem. (Pomijając grono najbliższych znajomych ofkors.) Raczej nie nadaję się na wodzireja dziecięcych zabaw. Cenię za to ludzi, którzy takie zdolności posiadają
6. Mam tendencję do kopiowania...osobowości. Jeśli przepisuję czyjeś notatki to po chwili moje pismo staje się podobne do kopiowanego. Jeśli ktoś pochyla litery w prawo to ja po chwili też to robię. Nie mam jednego pisma tak samo jak nie mam jednego stylu ubierania się. Równie dobrze czuję się w glanach i skórzanej kurtce jak w szpilkach.i małej czarnej a nawet małej różowej. Cała jestem jednym wielkim stylem eklektycznym, bajaderką, melanżem. No proszę jakie ładne określenia znalazłam na swój temat! I zazdroszczę zmysłu estetycznego  i konsekwencji innym. (Madzia F.,  ajlowju!! :* naprawdę!!)
7. Jestem dość kreatywna ale strasznie, strasznie niekonsekwentna. Mam dużo pomysłów, ale mało który realizuję.

Prośba spełniona ale łańcuszek przerwany. Nie nominuje nikogo. :D

środa, 13 listopada 2013

RRRRRR mamusiu!

I się dziecię zorientowało, że matka nie wymawia głoski R tak jak powinna. 
- Mamusiu mówi się RRRRR a nie r, posłuchaj. RRRRROWER, RRRRROOOWERRRRR. Widzis, musis tak barrrdzo sybko machać języckiem.
- Nie umiem Szymonku
-Niemozliwe mamusiu! Sprrróbuj, pseciez TY WSYSTKO UMIES!! No wsystko!!, tylko musis spróbować! 

A ja się delektuję, ego mi rośnie bo kto, kto jeszcze tak we mnie wierzy?!! Wszystko, absolutnie wszystko umiem :) Delektuję się póki mogę. Bo "za rok, może dwa schodami na strych odejdą z ołowiu żołnierze", a wtedy wstydem będzie dać wszystkowiedzącej mamie buziaka - jeszcze ktoś zobaczy. A jeszcze potem będzie "co ty tam wiesz". 

P.S.
Jakoś to, że nie wymiawia SZ, Ż, CZ nie bardzo mu przeszkadza. A ja nie naciskam. Czasem się facet bardzo stara, ale wtedy zaczynam się bać, że połknie swój język :P Ćwiczymy, ale bez przesady ;) "szzzzzumią jodły na gór szzzzczzzycie".


wtorek, 5 listopada 2013

Królestwo za...rower

Że Szymon jest zapalonym rowerzystą to wiadomo nie od dziś. Kupić rower dla dziecka? Wydawało by się, że nie ma nic prostszego.Otóż nic bardziej mylnego.
Pierwszy rower miał być niebieski i koniec. Kupiłam niebieski. Tatuś od początku kręcił nosem bo ciężki, masywny, jakiś taki nie wymiarowy. (Trzeba było kupić samemu :P ) Rowerek został bo "do nauki może być". Pierworodny nauczył się a w międzyczasie troszkę podrósł i wyszły kolejne problemy. Podnieść siodełko owszem - można, ale kierownicy już nie. Jeśli zdecydujesz się podnieść dziecku siodełko zacznie uderzać kolanami w kierownicę. Cel producenta jest prosty - kup następny rower naiwniaku!
Zrobiliśmy przegląd rowerków dla dzieci w wieku Szymka dostępnych na polskim rynku. I co nam wyszło?
Wszystkie są baaardzo ciężkie, ważą prawie tyle samo co nasze "dorosłe". Wszystkie są kiepsko wyważone, wszystkie są dziwacznie nieproporcjonalnie skonstruowane bez możliwości rzeczywistej regulacji. Szymonkowa chińszczyzna niczym nie odbiega od standardów np. znanego marketu sportowego. Nie chodzi nam o to, że Młody ma sobie rower nosić po schodach, ale o to, że masę trzeba wprawić w ruch! To trochę tak jakbym ja jeździła na rowerze, który waży 40 kg! Jeśli już jest ciężki to niech chociaż będzie wygodny, żeby nie trzeba było się sięgać gdzie wzrok nie sięga i niech rośnie wraz z dzieckiem przynajmniej przez 2-3 sezony.
Tatuś zadecydował - trzeba znaleźć stary składaczek typu Pelikan. Pamiętacie? :D
Rowerka szukałam i nie mogłam znaleźć bo w większości przypadków rowerki były w stanie rozkładu. 
Wczoraj znalazłam. Ostateczną decyzję podjął Dziadek -  KUPUJ, ja stawiam.
Kupiłam. Teraz czekamy na przesyłkę. Ma przyjechać śliczniutki, niebieściutki, 27-letni!!!

Ciekawa jestem na ile nasza wrodzona skłonność do idealizowania własnego dzieciństwa zakrzywiła nam obraz :P Mama nadzieję, że nie :)
Dam znać. U nas sezon rowerowy ciągle otwarty.

środa, 16 października 2013

Pippi

Wczoraj skończyliśmy czytać Kubusia Puchatka. Dziś wieczorem zadałam pytanie z tych retorycznych - O czym dziś poczytamy? - Przekonana, że zaczniemy od samego początku, już,  już zbliżałam się do półeczki, gdy za plecami usłyszałam - O Pippi!
- O czym?? - dopytałam z niedowierzaniem
- O Pippi.
- A kto ci czytał o Pippi? - pytam, choć doskonale pamiętam, że ja sama. Zaczęłam, ale szybko zmieniłam zdanie w połowie pierwszego rozdziału, bo za dużo się działo między wierszami, a na wszelkie pozory mój syn jest bardzo wyczulony.
- Czytaliśmy jak byłem w drugiej grupie! - co znaczy tyle, że działo się to bardzo, bardzo dawno temu, gdy był jeszcze całkiem małym chłopcem ... a teraz już nie jest bo lada chwila będzie miał pasowanie na starszaka. Od tych zamierzchłych czasów dzielą nas wakacje, a może jeszcze z miesiąc czy dwa!
- A może jednak coś innego...
- Może jednak Pippi

Przeczytaliśmy pierwszy rozdział i...nic. Nawet trochę mi się zrobiło przykro, że to moje nadwrażliwe Szczęście już nie emanuje taką empatią jak dotychczas. Coś, co nie dawało mi spać i przysparzało trochę zmartwień było jednak powodem do dumy, bo zdolność do empatii jest dziś na wagę złota. A mój syn miał jej tyle, że mógłby obdzielić kilka innych osób. A teraz tak po prostu przechodzi do porządku dziennego (a raczej wieczornego) nad dziewczynką, co prawda posiadaczką konia i małpki, ale jednak całkiem małą i samotną. Ehh

I nagle...

- A dlaczego ta (Pippi) mieszkała tylko z konikiem i tylko z małpką? kiedy wrócą jej rodzice?
- Mamusia umarła, a tatuś...
- Wiem, że umarła, ale kiedy wróci?
- Kochanie, jak umarła to już nie wróci.
- I ona jest tym aniołkiem w niebie? I nie wróci? To jak ona tam śpi? Da się tak spać na chmurze?
- Nie wiem, chyba się da. 
- To kto ją (Pippi) będzie pilnował? - dostrzegam ogromne źrenice i drżący kącik ust
- Nikt 
- A tatuś?
- A tatuś zaginął na morzu. - Teraz już wyraźnie drżą oba kąciki
- Ta książka przyniosła mi wiele smutku! 
- Szymonku, ale Pippi wcale się nie smuci, jest bardzo wesołą dziewczynką. - Szymon wtula się we mnie jak może najmocniej a ja znów czuję się głupia, oboje wiemy, że to co mówię jest bez sensu, lepiej już nic nie mówić.
- Mamusiu, jutro poczytamy Kubusia Puchatka....


Jeszcze nie czas, może w przyszłym roku...


czwartek, 10 października 2013

Jeże

Wraca Pierworodny z przedszkola i dumnie prezentuje pierś, na której ma naklejony znaczek z napisem "naprewdę dobrze!"
- Ceść, dostałem nagrrrrodę!
- Cześć, to świetnie! A za co?
- Odpowiedziałem na pytanie!
- A jakie pytanie?
- "Jakie są gatunki jezów w Polsce"
- I co odpowiedziałeś?
- Ze są jeze wschodnie i zachodnie
- Taaaak? a skąd wiedziłeś?
- No wiedziłem - wzrusza ramionami.

Dumna z dziecięcia aczkolwiek niedowierzająca zaczerpnęłam opinii cioci wikipedii. Otóż w Polsce występują 2 gatunki jeży: Jeże zachodnie i Jeże wschodnie (od niedawna uznane za osobny gatunek).

Wiedzieliście? 

wtorek, 1 października 2013

Przedstawienie

Przedszkolaki były w teatrze. Rządna opowieści, głodna dziecięcych wrażeń z podróży do Krainy Fantazji pytam:
- Szymusiu! Jak ci się podobało przedstawienie?!
- No fajnie było. Jechaliśmy "piętnastką" a potem szliśmy przez Park Południowy a potem do "Polskiego Rrradia Wrrrocław przez cały rrrok"
- A o czym było przedstawienie?
- Nie pamiętam
- Jak to nie pamiętasz? Przypomnij sobie szybciutko!
- Nooo doooobrrra, było o księznicce i rrrycezu.
- Ry-ce-RZu
- No o rrrrry-ce-zzzu. 15 minut trwało.
- Jak to 15 minut?! Taki kawał jechaliście i 15 minut?! Chyba nieee...
- No tak, ale wies jakie były wieeelkie okna?! Więkse nis pani Patrrrrycja!
- No coś ty?!
- Takie wieeelkie, Takie wielkie jak ten "Feriogaj"
- To rzeczywiście wielkie. A przedstawienie było tylko o księżniczce i rycerzu?
- Jesce o carrrrnoksięzniku i wrrrrózce. A te okna to zasłoniły rolety. Takie wielkie rolety na caaałe okna. Ale nie wsystkie. Bo by było za ciemno, ale cęść.  I były takie wieeeelkie orrrgany, takie ogrrromne flety miały. Więkse niż z kościele. Ale się nie bałem bo nie piscały. Wies, one chyba piscą tylko jak jest telewizja.
- Szymuś a co Ci się najbardziej podobało?
- No te organy! I guzik.
- Jaki guzik?
- Wies jaki był guzik?
- Jaki?
- Metalowy! W plastikowej toalecie!! Barrrdzo fajna toaleta!!! A wies co było drrrewniane?
- Co?
- Sufit był drrrewniany. To barrrdzo ładna toaleta musiała być!!

To się przeniosłam do krainy wyobraźni...
Mój kochany mały inżynier.