poniedziałek, 5 marca 2012

Siedzimy w domu

Jesteśmy z Jaśkiem uziemieni przez chorego marudę:

-Dzidziuś woła "e", idź do niego!! A mi załóż plasterek bo się skaleczyłem! (ryska na paluszku widoczna pod lupą)

piątek, 2 marca 2012

Domowe przedszkole

Standard: z małego katarku większy katar, z kataru kaszelek a z kaszelku kaszel.... 
Zostaliśmy we trójkę w domu. Fajnie było. Na prawdę. Nie wiem czy to ja wrzuciłam na luz, czy Młody nie miał dość sił, żeby szaleć. Jakoś tak na wszystko był czas. Ot miły piątek :) Szkoda tylko, że za sprawą choróbska.
Bracia 

czwartek, 1 marca 2012

Nauka

Przy śniadaniu
- Szymek, już niedługo będziesz sam sobie czytał książki.  Będziemy się uczyć.
- Ale ja już się uczyłem, damno damno, kilka lat.
- Aha i już umiesz?
- No umiem.
- To co tu jest napisane? (pokazuję mu napis "Lipton")
- Herbata.



Szymon litery zna od dawna, i co z tego?
Uczeni powiadają, że teraz jest okres analizy i na syntezę przyjdzie czas. Inni natomiast uczeni twierdzą, że dziecko najpierw trzeba nauczyć czytać a potem dopiero uczyć liter, bo litera M to dla malucha czysta abstrakcja a wyraz mama już nie (metoda Domana). Na razie sprawdzam teorię nr 1. Na potomku drugim sprawdzę teorię nr 2. Już nawet pomoce dydaktyczne zakupiłam. Sceptyczni powiedzą: pogięło ją, czy co.. Ano jak wolicie - wspomagam rozwój dziecka albo po prostu nudzę się. Zobaczymy. Statystyki przeprowadzę po zakończeniu edukacji potomka nr 10, a co!

wtorek, 28 lutego 2012

Cmentarz w Pradze

Dziś o najnowszej powieści Umberto Eco, której nie przeczytałam a wysłuchałam. Taka forma obcowania z literaturą jest dla mnie nowością. Aż dziwię się, że wcześniej nie korzystałam z dobrodziejstw jakie oferuje mi mój własny telefon. Teraz mogę "czytać" prasując i obierając ziemniaki, i nie ryzykując, że moje palce zostaną wyprasowane czy obrane ze skóry...Ale wracając do tematu. Taki opis zachęcił mnie do lektury: 

"Cmentarz w Pradze to powieść kryminalno-szpiegowska, której akcja 
rozgrywa się w XIX wieku. Jej bohaterem jest Simone Simonini, cyniczny 
fałszerz świadczący usługi wywiadom wielu krajów. Obsesyjny antysemita. 
Nienawidzi również jezuitów, masonów i.. kobiet. Eco opisuje jego 
historię odwołując się do najlepszych wzorów XIX - wiecznej powieści 
przygodowej – mamy więc wartką akcję (fałszerstwa, spiski i zamachy), 
ciekawą intrygę o zaskakującym rozwiązaniu, a wszystko opowiedziane 
barwnym, potoczystym językiem. Cmentarz w Pradze to książka dla każdego! "

Myślę, że nie tylko ja oczekiwałam "Imienia róży II" i na tych oczekiwaniach się ostro przejechałam. Z pewnością jest to coś bardzo odmiennego. Czy gorszego? - zdecydowanie nie!
Określenie "powieść kryminalno-szpiegowska" jest mylące. Według mnie to książka przede wszystkim historyczna. Sam autor zwraca uwagę, że jedyną fikcyjną postacią jest główny bohater Simonini. Postać nienawidząca wszystkich razem i każdego z osobna. W wyniku swojej działalności jest on wikłany, albo raczej sam się wciąga w wątki spiskowe, wywiadowcze, przestępcze historii drugiej połowy XIX wieku. 
Czy mamy wartką akcję? - chyba też nie. Fabuła jest wielowarstwowa tak jak wielowarstwowa jest historia XIX, a akcja przeplata się pomiędzy długimi, szczegółowymi, ale nie nudnymi opisami przybliżającymi rzeczywistość tamtych czasów. Ale czy rzeczywiście "tamtych" czasów? Sam bohater jest uosobieniem nastrojów społecznych, ale znowu - czy tylko "tamtego" społeczeństwa?
Książka dla (prawie)wszystkich bo (prawie)każdy znajdzie w niej coś dla siebie. W zależności od tego, w którą stronę skierowana jest jego (nasza) szowinistyczna natura będą to: Żydzi, jezuici, sataniści, masoni, szpiedzy, różne nacje Europy, kobiety, psychiatrzy i psychologowie czy też szowiniści :) Do wyboru do koloru.
Polecam



sobota, 25 lutego 2012

Nowy terminal

Dzisiaj mamy tylko jedno dziecko. Drugie z samego rana zabrali dziadkowie i zostawią je sobie jeszcze na noc. Jakie to dziwne - nas dwoje i niemowlę. Tyyyle czaaasu! Chyba nawet zdążyliśmy się już wynudzić! Skoro przy jednym dziecku jest tyle czasu to jak żyliśmy gdy nie mieliśmy ich wcale?! Ile rzeczy można było zrobić...Czy marnowaliśmy czas? Sama nie wiem.

*** 

Tatuś zabrał nas (mnie i Jasia) na małą wycieczkę. Dziś nowy terminal na wrocławskim lotnisku miał "drzwi  otwarte". Nie mogliśmy tego przegapić! Myk do auta, a potem Jaśka w chustę i zwiedzamy. W ten sposób zaliczyliśmy nasze pierwsze "zwiedzanie" od pojawienia się Jasia na świecie. Co za radość dla mamuśki - wyjść z domu i zobaczyć tyle ludzi!!! Nie myślcie sobie, że Szymona coś ominęło! Dziadek A. by do tego nie dopuścił! Zwiedzili terminal dwie godziny przed nami. A potem "musieli" jeszcze odwiedzić lokomotywownię na Brochowie. 
A terminal? - Piękny!!! Na prawdę.
Potem, już wracając słuchaliśmy relacji w Radiu Wrocław. Ludzie się zachwycali, nawet osoby niepełnosprawne komentowały, że są pozytywnie zaskoczone. Tylko jedna pani zwróciła uwagę, że nie ma ustronnego miejsca dla mam karmiących piersią (słuszna uwaga). Na co pan, chyba rzecznik, odpowiedział, że po to właśnie są "drzwi otwarte" żeby każdy mógł się wypowiedzieć i że jeszcze jest czas i miejsce na zrealizowanie niektórych sugestii. Hmm, ciekawe...poczekamy, zobaczymy. Mnie się wszystko bardzo podobało. Projekt i realizacja na piątkę. Ocenę zweryfikuję jak już go wypróbujemy, a nie tylko obejrzymy.



piątek, 24 lutego 2012

Treeenczz

Uff. Już po pierwszych szczepieniach (nie licząc tych szpitalnych.Pamiętam, że Szymon nie płakał ani przy szczepieniach, ani przy pobieraniu krwi - dziwny jakiś...Pamiętam, że sam nadstawił palec do ukłucia. Obraził się dopiero po chwili jak pielęgniarka wyciskała z paluszka kolejną kroplę krwi. Rzucił tylko stanowcze "Ja sobie stąd idę!" -i tyle. Janek po raz kolejny udowodnił , że ma inny charakterek niż jego brat i jak przystało na normalne niemowlę, darł się ile sił w płucach. Gdyby wiedział, że matka za te jego cierpienia słono zapłaciła...
Bo mamusia jest jedną z tych mam, które nie uległy szerzącej się modzie na nieszczepienie. Ja w ogóle taka mało modna jestem. Nie zamierzam urządzać ospa-party (hit sezonu). Używam jednorazowych pieluszek które stały się passe już kilka sezonów temu. Nie piorę w ekoorzechach. Czasem mam jakieś modowe przebłyski...Dzisiaj np. kupiłam sobie "trencz"! Dla mnie słowo już brzmi supermodnie: trencz! Nie jakiś tam zwykły płaszcz wiosenny albo prochowiec, ale treeencz. Nie napiszę za ile bo czar pryśnie :)


Jaś, jeszcze przed szczepieniem (6 tygodni)


środa, 22 lutego 2012

Moje gotowanie

Wczoraj
Od czasu do czasu przychodzi taki dzień, że nachodzą mnie wyrzuty sumienia. Że nie dbam, że byle jak, byle co...Tak było wczoraj. Myślę sobie: zadbam, będzie porządnie i nie byle co! Poszliśmy z Jaśkiem na zakupy. Kupiliśmy szczęśliwą kurę (co widuje podwórko i skubie co tam sobie znajdzie), szczęśliwe jajka (nie jakieś tam z fermy), równie szczęśliwe, brzydkie warzywa i jeszcze parę mniej szczęśliwych produktów. Miała być z tego treściwa, zdrowa zupa. Natchniona do gotowania kupiłam jeszcze szynkę - kawał mięsa do upieczenia
- Jasiu, Tatuś się ucieszy! 
Jeszcze nie zdążyłam wrócić do domu, a Tatuś zadzwonił wyprowadził mnie z błędu, informując, że wróci później. 
- Jaśku, no trudno. Ugotujemy zupkę a mięsko zamarynujemy i jutro upieczemy, będzie jeszcze lepsze.

Dzisiaj
Wyciągam zamarynowaną szynkę z lodówki i nagle olśnienie! 
- Jasiu, toż to dzisiaj Środa Popielcowa! Jakby się babcia dowiedziała, że my dzisiaj szynkę na obiad serwujemy, to by nam dała...
Na obiad była wczorajsza zupa i leniwe...A szynka musi poczekać do jutra