niedziela, 19 lutego 2012

Stoicki spokój? - chciałabym

Marzy mi się, być mamą cierpliwą, mamą mądrą, mamą dobrą, mamą autorytetem... Nie da się!! Do niedawna było jeszcze łatwo. Co włożyłam do woreczka, to z niego wyciągałam. Ale od kiedy potomek zaczął uspołeczniać się w przedszkolu...ehh. Można się starać, a dzieciuch ciągle wystawia na próbę. Trzeba być czujnym.  Co jakiś czas Młody przynosi jakieś "kwiatki". A ja, no cóż nie zawsze się uda. Czasem palnę jakąś głupotę, potem żałuję. A dziecię, myśli, analizuje, wykorzystuje.

1. Coś poszło nie pomyśli młodego (już nie pamiętam dokładnie, pewnie chodziło o jedzenie - najczęstsze źródło konfliktów). Młody zaczął machać nogą, jakby chciał kopnąć, jednocześnie trzymał bezpieczną odległość (czyli mały Drań wie, że nie wolno)

- Szymon, jeszcze raz tak zrobisz i Ci tą nogę utnę. (wykopałam pod sobą dół)
- (konsternacja) I...nie będę miał?
- Mhm (brnę w ślepy zaułek)
- I założysz mi spódnicę!? (No ma dzieciak rację, spodnie są bez sensu...)

2. Niedziela, wybrzydzanie przy śniadaniu, mamy czas - nie ustąpimy. Tym razem ja umywam ręce, niech Tatuś walczy. Słyszę prośby, groźby, nerwy. Młody rzuca kanapką. Tatuś nie wytrzymuje, stawia Młodego do kąta. Młody po chwili:

- Ja już będę jadł.

Mija kolejne pół godziny. Ostatni kawałek kanapki wreszcie znika w buzi. Młody, wyraźnie z siebie dumny:

- Widzisz Tatuś ja zjadłem wszystko, to dla Ciebie!

Ręce opadają, Tatuś nic nie mówi.  Po chwili Młody podaje tatusiowi Kicusia.

- Masz przytul się. No przytul się!
- Tatuś jest smutny, że mu dajesz Kicusia? - pytam
- No był trochę, jak rzuciłem kanapką.

3. Wracamy ze spaceru, Dziadek A. niesie Młodego "na barana". Młody niechcący plunął dziadkowi na czapkę. Ale po chwili (już świadomie) robi to jeszcze raz. Zwracam mu uwagę. A Dziadek:

- Szymon! Zobaczysz, zrzucę cię i wpadniesz do kałuży! 
- I zostawisz mnie tu?
- Zostawię.
- To będę musiał iść sam? 
- No tak!
- (widać, że Młody analizuje...)To przepraszam już tak nie robię. (Nie opłacało mu się!)



piątek, 17 lutego 2012

Tramwaj +

Jestem zazdrosna! Jestem bardzo zazdrosna o czas, o emocje, o radość, o błysk w oku mojego dziecka. To wszystko ma dziadek J., bo to On od grudnia odbiera Młodego z przedszkola (i tym samym bardzo nam pomaga, bo do przedszkola za daleko jak na zimowy spacer z dzidziusiem). To w drodze powrotnej z przedszkola toczą się najciekawsze dyskusje. W drodze do domu to nie tylko Młody poznaje świat. To dorosły ma zaszczyt poznawać świat oczami trzylatka. Zatrzymać się, zapatrzeć, zachwycić i jednocześnie poczuć się kimś ważnym, autorytetem dla młodego człowieka. Kiedy, jak nie na spacerze z dzieckiem można do woli przypatrywać się pracy operatora koparki, zachwycać jego precyzją i komentować do woli, nie wychodząc przy tym na dziwaka. Jak by to wyglądało, gdybym głaskała wszystkie koty na naszym osiedlu (a jest ich sporo) albo "zaliczała" wszystkie kałuże rozchlapując wodę i mocząc skarpetki, a nie byłoby obok małego chłopca? 
Dzisiaj np. Młodemu dane było siąść za kierownicą (a raczej panelem sterującym) nowego tramwaju, a nawet prowadzić go całe 30 m!! Chłopaki (Szymon i Dziadek) zwykle jadą do pętli. Dziś pan motorniczy na samym końcu trasy, już za końcowym przystankiem zaprosił Młodego do kabiny. Chciałabym widzieć TE OCZY na żywo. Chociaż sama nie wiem, komu ta sytuacja sprawiła większą radość Młodemu, czy Dziadkowi. Muszę wyciągnąć od Dziadka fotkę-dowód.
Eh, kiedy wreszcie będzie wiosna?!

P.S. Jest fotka - trochę nieostra ale jest


środa, 15 lutego 2012

A jednak...

...nas też to dotyczy.
Do dziś byłam przekonana, że mój starszy synek jest taaaki wyjątkowy bo przyjął pojawienie się braciszka z dużą dojrzałością, wyrozumiałością i miłością. A ta wyjątkowość jest wynikiem mądrego i przemyślanego postępowania mojej osoby, rzecz jasna. Bo przecież całe dziewięć miesięcy myślałam i zaplanowałam wszystko.  Dodatkowo ten wspaniały synek utrzymywał matkę w tym błędnym przekonaniu równe sześć tygodni. A pycha rosła i rosła i nadymała aż do dziś. - PING PONG PĘKŁ (czyt. peng). Bo oto dziś do łóżeczka Jasia, niczym pocisk, wpadło pudełeczko Sudocremu. A w łóżeczku Jaś akurat był....

- Co robisz, przecież mogłeś trafić Jasia!
- Bo ja tego dzidziusia nie lubię. Trzeba go włożyć do brzucha.

Tego mój plan nie zakładał, co robić?
Opcja 1 - Puścić mimo uszu. - Nieeee, to stanowczo nie pedagogiczne...
Opcja 2 - Wyperswadować Młodemu głupie pomysły. -Jasne!!! On "zrozumie", a ja przy tym zaryzykuję, zaostrzenie "konfliktu". Dodatkowo obniżę poczucie wartości Młodego. Młody w najlepszym razie obrazi się a w najgorszym będzie mu "bardzo chmutno". Ja będę miała wyrzuty sumienia. Czyli po prostu zepsuty wieczór.
Opcja 3 - Rozładować napięcie i wytłumaczyć "na spokojnie". I tak też zrobiłam. Czyli krzyknełam: "Ja Ciebie zaraz wsadzę do brzucha, dawać Szymona". I zaczęło się ganianie, uciekanie, łaskotanie, smiechy, chichy. Na koniec Młody sam doszedł do wniosku, że On Dzidziusia już lubi i nawet dał mu na chwilę Kicusia. A to już jest wieelką nobilitacją. Dalsze przepraszanie musiałam przerwać bo szło w nie właściwą stronę. Ze skrajności w skrajność.
Podsumowująć: Z Szymka jest całkiem normalny trzylatek, a ze mnie całkiem normalna mama.

sobota, 11 lutego 2012

Przedsiębiorczość

- Szymek, co robisz?
- Jadę do pracy, bo nie ma pieniążków na nowe auto.
- A co będziesz w tej pracy robił?
- Wystawiał faktury...

No tak, nowe pokolenie...Całe szczęście, że "przedsiębiorczości" nie odziedziczył po mamusi...Bo Matka to totalna noga z zakresu makro- mikro- a nawet nanoekonomii, nie mówiąc już o znajomości zagadnień związanych z bankowością. Gdyby nie Tatuś to pewnie dorównałaby "jedynemu prawowitemu prezesowi pewnej partii" i trzymała pieniądze w skarpecie...

Jedyne prawo jakie znam to takie: (podane na przykładzie, bo terminologii też nie znam)
Jeśli skarpetki kosztowały 20 zł a zostały przecenione na 16 zł, to kupując je zaoszczędzę 4 zł. Jeśli natomiast skarpetek nie kupię to nie dość, że zaoszczędzę 16 zł, to jeszcze miejsce w szufladzie (bo tak na prawdę wcale ich nie potrzebuję). Wyjątek stanowią buty, które są potrzebne zawsze.

Tatuś tłumaczy mi, że idąc tym tokiem myślenia to chcąc szybko zaoszczędzić sporą sumkę pieniędzy powinnam "wsiąść do auta i przejechać przez miasto tylko na czerwonych światłach a następnie zsumować wartość wszystkich nieotrzymanych mandatów". Ja dodam od siebie koszty odzyskania prawa jazdy.

wtorek, 7 lutego 2012

No i co?! No zjadłam ciastka z choinki!! No ale trzeba było w końcu ją rozebrać!! No przecież wieeem, miałam  nie jeść słodyczy. Wiem, wiem , Malucha może brzuszek boleć - cukier, sztuczne barwniki...No ale czekolady od porodu nie ruszyłam!! Oj tam biała, biała się nie liczy! Ale ile można być na głodzie?!! Z czegoś ten pokarm muszę produkować!! Dieta matki karmiącej? Jabłka zjadłam - 3 sztuki!!! Z polskiego sadu!
No wiem! Ale...
A dzisiaj to nawet chciałam taki zdrowy obiadek zrobić, na prawdę! I listę zdrowych produktów zrobiłam i już buty ubrałam i Malucha w kombinezon wpakowałam i ....Tatuś zabrał kluczyk - ten co chroni wózek Malucha przed złodziejami, a bez wózka przecież się nie da w taki mróz. A chciałam...

Może jutro mi się uda. Wyjdę na te zakupy i obiad ugotuję i słodyczy nie ruszę, nawet tego batona musli. Może od jutra. I uda mi wyszczupleją i zęby nie będą się psuły i szpilki sobie kupię, takie beżowe jak miała Socha - od jutra.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Zazdrość

Dzidziuś jest kochany, Dzidziuś jest fajny, ale bez przesady. Są chwilę, że dzidziuś musi poczekać. Cały dzień byłem grzeczny i samodzielny. Dopiero wieczorem chciałem, żeby mama przeczytała bajkę, i co?
Akurat wtedy brat zapragnął zjeść kolację i zabrać to nasze - moje i mamy 10 minut.  Krzyczy. Specjalnie mi to nie przeszkadza - niech sobie krzyczy, ale mama zaczyna być niespokojna, kręci się, w końcu mówi, że "chyba musi iść" a bajkę dokończy tata. -O nie! "nie idź" (a Jasiek łeee łeee). Po chwili Jasia przyniósł tata i zaczynają kombinować, że Dzidziuś będzie jadł a mama będzie czytać.- Bez przesady! "Oddaj tego Dzidziusia tatusiowi!!!" On krzyczy - ja też potrafię!!!

I zaczęła się histeria!!! Co było robić, tym razem Młodszy musiał ustąpić. Chwila przytulania, bajka (nawet niecała). Nie można było tak od razu?

Trochę nie na temat  - Brygada RR wiesza suszarkę


piątek, 3 lutego 2012

"Popisy aktorskie"

Już nie wiem, co mam myśleć. Zachowanie Młodego jest dla mnie niezrozumiałe. Nie ogarniam.

Sytuacja 1
Zbliżał się bal przebierańców w przedszkolu. Znając niechęć Młodego do wszelkiego rodzaju występów publicznych, zaczęliśmy go przygotowywać do tego wydarzenia dużo wcześniej. Najpierw Szymek uważał, że nie przebierze się i już. Wreszcie udało się dziadkowi. Zaproponował strój kota. Młody się zgodził. Ja chwyciłam się tej możliwości jak ostatniej deski ratunku. Przeczesałam internet, znalazłam. Strój kotka został dostarczony, wyprany, powieszony na wieszaku i ....wisiał, wisiał, a Młody na każdą sugestię o przymierzeniu reagował "może jutro". A bal się zbliżał. W końcu Tatuś sam przebrał się za kota, a Młody wziął przykład. 
W przedszkolu początkowo nie chciał, ale jak już wszystkie dzieci się przebrały, zgodził się (łaskawie) choć bez przekonania. 

Sytuacja 2
Niedawno były dni Babci i Dziadka. Z tej okazji dzieci  (a przede wszystkim panie) przygotowały wierszyki i piosenki. Młody na każde wspomnienie o wierszykach reagował "ale ja śpiewał nie będę i wierszyka nie powiem" Umiał, bo różnymi dziwnymi fortelami  sprawdziłam to. Na przedstawienie stawili się obaj nasi dziadkowie i jedna babcia. Druga babcia zaznaczyła swoją obecność pysznymi rogalikami z serem.
A Młody "nie!!" I przesiedział przedstawienie na kolanach dziadka. Za to na drugiej, mniej oficjalnej części imprezy czuł się jak ryba w wodzie. M.in. częstował obcych ludzi faworkami, ciasteczkami...

Sytuacja 3
Dziadek odbiera Młodego z przedszkola, i co zastaje? Młodego, nagradzanego brawami po tym jak odegrał rolę wrony przed dziećmi z dwóch grup przedszkolnych i paniami nauczycielkami. Na widok dziadka zaparł się i żadnej wrony pokazać już nie chciał. W domu wypierał się, zmieniał temat.

Czy ktoś mądrzejszy może mi to wytłumaczyć. Nie pomagają groźby, prośby, próby przekupstwa, szantaż emocjonalny, robienie z siebie idiotki. Dosłownie nic.  Jeśli to próba skupienia na sobie naszej uwagi, to dlaczego zmienia temat? Czy to zwykły upór? Może po mamusi uparty. Tylko, że akurat wierszyki to mamusia deklamowała czy chciał tego ktoś słuchać, czy nie.

Kot w czerwonych skarpetach